O mnie     Blog     Galeria     Media     Prasa     Kontakt     Linki

2006-08-15: Śmierć w Varanasi

W piątek wybraliśmy się na długo oczekiwaną przeze mnie wycieczkę do Varanasi, miasta śmierci, znajdującego się w południowo-wschodniej części stanu Uttar Pradesh. Varanasi zwane także Benares, miastem boga Shiva, uważane za najświętsze miasto w Indiach leżące nad rzeką Ganges. Nazwa miasta wywodzi się z dwóch rzek Varuna i Assi pomiędzy którymi zostało założone. Varanasi przez ponad 2000 lat było centrum nauki i cywilizacji. Jest uważane za jedno z najstarszych zamieszkiwanych miast na świecie. Mark Twain napisał „Benares wygląda na starsze niż historia, starsze niż tradycja, starsze niż legenda”.
Z biura wyszedłem około 18:15 żeby bez problemu złapać firmowy bus na stację Howrah. Jak się później okazało bus ten nie był najlepszym wyjściem, bo zamiast na Howrah zajechałem na Sealdah.. No cóż. Nie chcąc się spóźnić i nie mając zegarka postanowiłem wziąć taxi. Niestety jak panowie kierowcy zobaczyli mnie z plecakiem i torbą na aparat to ceny nie schodziły poniżej 200Rs. Nie pomogły „dami baba”, „amczutijaje”, ani inne magiczne frazy, tak więc chcąc nie chcąc złapałem bus. To chyba była najwolniejsza jazda busem w moim życiu. Przejechanie MG Road zajęło mi ponad pół godziny. Już nawet zastanawiałem się czy nie wysiąść i nie wziąć taxi, ale w końcu udało się. Stacja Howrah. Hura! :) Bez kłopotu znalazłem peron, pociąg, przedział i siedzenie i zacząłem czekać na resztę załogi. Podróż przebiegła bez żadnych kłopotów i przed 11 następnego dnia byliśmy na miejscu. Najpierw trzeba było złapać oto. Tyle co ruszyliśmy nasz kierowca zawrócił. Okazało się, że policja zablokowała drogę do miejsca w którym były hotele. Trzeba więc było wybrać inny punkt dojazdowy. Niestety jedyne miejsce do którego riksiarze chcieli dojechać było hektar od naszego punktu dojazdu. Zatrzymaliśmy się więc w połowie drogi, dając wykłócającym się riksiarzom połowę ustalonej za cały przejazd ceny. Resztę drogi przebyliśmy na nogach. Na ulicy wielki tłok. Zajeżdżające sobie nawzajem drogę riksze rowerowe, setki pieszych, a przede wszystkim krowy, które były chyba największa zawalidrogą. Dotarliśmy w końcu nad Dasaswamedh Ghat, najważniejszy z ghatów, który swoją nazwę wziął od złożenia ofiary (medh) z dziesięciu (das) koni (aswa) przez Brahma, boga stwórcę. Ghat można w skrócie opisać jako święte miejsce, jakich wiele w Varanasi, przy którym skupiają się ludzie, aby zanurzyć się w wodach Gangesu. Z Dasaswamedh Ghat ruszyliśmy na poszukiwanie hotelu. Niestety wszystkie miejsca w „Alka Hotel”, który upatrzyliśmy sobie w pociągu, były już zajęte. Wtedy pojawił się nie wiadomo z skąd młody Hindus proponując pokoje w swoim hotelu. Ceny od 100Rs do 800Rs. Poszliśmy za nim. Małe, wąskie, ciemne, kręte uliczki. Wymijanie przechodniów, psów i krów. W końcu doszliśmy. Stoimy przy recepcji, a tu ktoś za pleców do mnie woła „Cześć Konrad!”. Obracam się, patrzę. „O cześć! Co tu robisz?” – „Przyjechałem na kilka dni z żoną do Varanasi. Ona chce się pomodlić, a ja trochę pozwiedzam”. Znajomym okazał się kolega, którego poznałem w McMiller na jednym z meczów Mistrzostw Świata. Porozmawialiśmy trochę, a Agnes z Adamem zrobili w tym czasie pokojowe rozeznanie. Ostatecznie wzięliśmy trzy dwójki – Agnes-Adam, ja-Norma-Iwona, Tobi-Pelin-Hitomi. Rzuciliśmy plecaki, szybki prysznic i na górę do restauracji na obiad. Zanim jednak na obiad, usłyszałem jakiś nieznany mi głos mówiący po polsku. Wyszedłem z pokoju, rozglądam się i rzeczywiście. Piętro niżej Adam i Agnes rozmawiają z kimś. Osobą tą okazała się niejaka Gosia podróżująca po Indiach z koleżanką Martą. Szczerze mówiąc bardziej przypadła mi do gustu Marta - podróżniczka, która wcześniej zwiedziła też kilka razy Kambodżę. Nadmienić też muszę, że Gosia zna Michała, który od około dwóch miesięcy pracuje w ambasadzie indyjskiej w Warszawie. Ten świat jest naprawdę mały :)
Po obiedzie wybraliśmy się najpierw do świątyni nepalskiej, a następnie do miejsca palenia ludzkich zwłok. Jeszcze dobrze nie doszliśmy, a już zagadnął nas jakiś Hinuds pilnując abyśmy przypadkiem nie zrobili żadnego zdjęcia. Z każdym krokiem wchodziliśmy coraz głębiej do tego jedynego w swoim rodzaju miejsca. Wszędzie stosy porąbanego drewna, ludzie je przynoszący oraz noszący do paleniska. Zostaliśmy zabrani na szczyt jakiegoś budynku. Idąc z piętra na piętro można było zauważyć gdzie niegdzie leżących na podłodze ludzi. Czy to są jednak Ci czekający na przybycie Pana Śmierci? Nie wiem. Z dachu budynku pokazano nam hospicjum w którym większość z tych ludzi przebywa. Śmierć w Varanasi to wielkie zbawienie dla hinduisty. Szansa na zatrzymanie cyklu reinkarnacji, uwolnienie swojego atamana (duszy) od maji – świata iluzji, w którym żyjemy uważając go za świat realny, a tak naprawdę jest on tylko snem Brahmy – boga stwórcy, który powołał wszechświat do życia. Sen ten jest podtrzymywany przez Wishnu, który z maji przędzie tworzywo złudnej, złożonej materii, nazywanej przez nas rzeczywistością. To, że traktujemy maję jako jedyny świat realny odczuwając wszystko dookoła jest jedynie efektem fabrykacji naszego umysłu. Rzeczywistość jest drogą do nirwany i uwolnienia się od cyklu ponownych narodzin. Życie porównywane jest do dnia, śmierć do nocy po której świadomość budzi się ponownie jako to samo, jednak w innym ciele. Po drugiej stronie znajdowało się miejsce kremacji. Dwa palące się stosy i wystające z pod drewna i ognia ręka i głowa ludzka. Według wierzeń podczas procesu kremacji wszystkie składniki wracają do swoich źródeł – „oko do słońca”, a „oddech do wiatru”. Liturgia hinduistycznego pogrzebu nie mówi o uczynkach zmarłej osoby, ale o duszy. „Odejdź, odejdź dawnymi ścieżkami swoich przodków”. W czasie gdy staliśmy tak, dym unoszący się z palących się zwłok drażnił coraz bardziej nasze łzawiące już oczy. Na Hindusach nie zrobiło to większego wrażenia. Dym i atmosfera tego miejsca stała się dla nich codziennością, zwykłym miejscem pracy. Palacz ciał – pod taką kategorię można chyba ich zaliczyć.
Następnie przeszliśmy do pobliskiego ghatu porobić trochę fotek. Około 18:30 nad głównym ghatem - Dasaswamedh Ghat – zaczęła się codzienna ceremonia pogrzebowa. Nad brzegiem, częściowo na wodzie, ustawione siedem ołtarzy. Przy każdym ubrany na pomarańczowo mnich. Dudniące bębny, dzwoniące dzwony, setki ludzi na schodach nad brzegiem i na łodziach przy brzegu. My zdecydowaliśmy się wsiąść na łódź, aby wszystko zobaczyć dokładnie z bliska. Ceremonia składała się z kilku, a może nawet kilkunastu faz. Przy każdej, każdy z mnichów trzymał w rękach co innego obracając się na cztery strony świata. Były świeczniki w kształcie małej choinki, pochodnie, świeczniki w kształcie dużego dzbana, różnego rodzaju dzwonki i koładki. Wszystko w kolorze złotym. Mnich kręcił kółka w powietrzu, a następnie podnosił dany świecznik nad głowę. Z głośników wciąż wydobywały się słowa modlitwy. Grupowy pochówek wszystkich zmarłych danego dnia. Czasem niektórzy Hindusi z widowni podchodzili nad brzeg Gangesu, pomiędzy dwa ołtarze i puszczali na wodę małe ukwiecone znicze ku pamięci swoich zmarłych bliskich. Nie doczekaliśmy do samego końca ceremonii nie chcąc gnieść się w tłoku. Przed wyjściem umówiliśmy się jeszcze z właścicielem łodzi, Sunu, na godzinę 5:30 rano dnia następnego. Kolację zjedliśmy w Ganga Fuji Restaurant i poszliśmy spać.


CIEKAWY TEKST? PODZIEL SIE NIM Z INNYMI!



Komentarze:

Brak komentarzy

!!! Oba pola są wymagane. Jeśli nic nie wpiszesz, twój komentarz nie będzie dodany. !!!

Zabezpieczenie przed wirusami. Zaznacz jeśli chcesz dodać komentarz.

Twój Nick:

Twój Komentarz:




Masz konto na Facebooku?
Kliknij LUBIE TO!




WYSZUKAJ:



NAJNOWSZE KOMENTARZE:

Adam:Czesc Konradzie, Od dluzszego czasu nic nie piszesz, cz... CZYTAJ DALEJ

Sylwia:Co słychać w UK, tyle pracy że na blogu cisza? :-)... CZYTAJ DALEJ

king kong:tak zle nie jest chyba niewyraznie napisalem 90 f za ryz na... CZYTAJ DALEJ

konzi:Też tak pomyślałem. To chyba jecie tylko mrożonki.... CZYTAJ DALEJ

Adam:W Szkocji nie zauwazylem licznikow na wode - oplata wliczana... CZYTAJ DALEJ

king kong:londyn pokoj z oplatami 450 - zaznaczam mega tanio mam jed... CZYTAJ DALEJ

konzi:Ja balota zjadłem 3-4 razy. Nic specjalnego. Smakowało jak z... CZYTAJ DALEJ

Adam:Raz polknalem balota, gdy popijalismy wiskacza, ale mialem j... CZYTAJ DALEJ

Adam :Konrad, ja czytam twojego bloga od samego poczatku. Nie b... CZYTAJ DALEJ

konzi:Widzę, że teoretycznie dopuszczasz naszą kolejną przeprowadz... CZYTAJ DALEJ


KATEGORIE:

| Polska || Indie || Podsumowanie roku || Wielka Brytania || Tajlandia || Bangladesz || Dania || Szwecja || Norwegia || Holandia || Hinduizm || Laos || Wietnam || Kambodża || Motorem po Tajlandii || Filipiny || Jedzenie na Filipinach || Owoce świata || Blogi Podróżnicze || Bieganie || Slub || Całka || Rocznica || Sława || Filipińskie Dziwadła || Historia Filipin || Niemcy || Francja || Belgia || Słowacja || Węgry || Austria |


ARCHIWUM:

 
 
 2017
    
    
    Grudzien
    
    
    Listopad
    
    
    Pazdziernik
    
    
    Wrzesien
    
    
    Sierpien
    
    
    Lipiec
    
    
    Czerwiec
    
    
    Maj
    
    
    Kwiecien
    
    
    Marzec
    
    
    Luty
    
    
    Styczen


 2016
 2015
 2014
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2013
 2012
 2011
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2010
 2009
 2008
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2007
 2006
 2005
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    
    Kwiecien
    Kwiecien
    
    Marzec
    Marzec
    
    Luty
    Luty
    
    Styczen
    Styczen