O mnie     Blog     Galeria     Media     Prasa     Kontakt     Linki

2006-08-05: Walka o wizę

W piątek wstałem wcześnie o 4:10, aby spokojnie dotrzeć na lotnisko. Jak się później okazało była to bardzo dobra decyzja (chociaż może lepiej gdybym wstał kilka minut później).
Po umyciu i wypiciu herbaty zabrałem plecak i ruszyłem na poszukiwanie taxi. Na szczęście długo nie musiałem czekać, bo tuż przy głównej ulicy na stałym miejscu jedna stała. „Lotnisko?”. Pan kiwnął głową. „Ile?” – „250Rs” – „200” – „Nie, z licznikiem jest 220...” – „Ok., niech będzie, 250” – zgodziłem się, bo w sumie taxówkarz miał rację. Wsiadłem i pojechaliśmy. Dojeżdżaliśmy już do Chingrighaty gdy nagle łubudubu, podskoczyłem do góry uderzając się głową dosyć boleśnie o sufit taxówki. W ogóle nie wiedziałem co się stało. Taxówkarz też był lekko zaskoczony. Obracamy się, a tu za nami jedzie wielki jeep z 3 młodymi hindusami w środku. Po prostu wjechali nam w dupę. Trudno powiedzieć, czy byli pijani, czy zrobili to dla zabawy. W każdym razie wjechali na prostej drodze w jadącą około 50 km/h taxówkę. Normalnie takie rzeczy się nie zdarzają. Zatrzymaliśmy się. Oni też. Taxówkarz wysiadł i zaczął z nimi rozmawiać. Ci jednak nic sobie z całej sytuacji nie robiąc nacisnęli na gaz. Zdesperowany taxówkarz uwiesił im się na samochodzie, a oni nie wiedząc co zrobić zatrzymali się po przejechaniu kilkunastu metrów. Znów krótka wymiana zdań, odepchenięcie taxówkarza i odjazd w siną dal. Naprawdę szkoda mi się zrobiło człowieka. Cały tył samochodu zniszczony. „Nie mogę dalej jechać. Musisz wziąć inną taxówkę” powiedział ze smutkiem. Wysiadłem i pytam się ile mam zapłacić. „100Rs... ale może dałbyś kilka rupii więcej... zobacz co się stało...” – „Dam Ci 130. Może być?” – „W porządku”. Dałem więc panu 130Rs i zacząłem wypatrywać kolejnej taxówki, co o godzinie 5:20 rano w Chingrighata nie jest raczej łatwe. W końcu jakaś się pojawiła. „Lotnisko?” – „400Rs” – „Cooo?? Z Gurusaday jest 250, a Ty chcesz stąd za 400 jechać? Mogę Ci dać najwyżej 150Rs!” – „Licznik?” zapytał pan – „W porządku” odpowiedziałem. Ledwo co przejechaliśmy most, a tu na liczniku już było 14. „Licznik za szybko chodzi!” krzyczę – „Nie, jest dobrze” – „Przecież widzę, że za szybko! Ustawiłeś nocną taryfę, a przecież nie ma nocy! Przestaw licznik!” – pan pomachał rękami, coś pod nosem powiedział i nic. Myślę sobie „no, zobaczymy jak dojedziemy na miejsce. Nikt mnie tu w konia w moim własnym mieście robić nie będzie”. Dojeżdżamy powoli do lotniska a tu łuuuup. Okazało się, że rozwalił nam się na przedniej szybie przelatujący ptak. Zacząłem się wtedy zastanawiać. Najpierw wypadek z jeepem, teraz zabicie ptaka, może nie powinienem lecieć? Może los mi daje jakieś sygnały? Może jadę aby zginąć? Różne głupie myśli zaczęły mi przychodzić do głowy. Człowiek w takich chwilach zaczyna się zastanawiać nad znaczeniem przeznaczenia. Ale cóż. Dojechaliśmy do lotniska i taxówkarz pokazując mi na licznik woła 300 rupii. Nic się nie odzywając spokojnie wysiadłem z pojazdu, założyłem plecak i przeliczam kasę. Wyjąłem 150Rs i mu daje, a ten z mordą na mnie, że ma być 300. To ja na niego z jeszcze większą mordą. Tak się wydzierałem, że nawet biedak nie mógł w pół słowa w mój monolog wskoczyć. W końcu gdy skończyłem, ten znowu swoje. Obróciłem się wtedy z powrotem i krzyknąłem połączeniem angielskiego z bengali „What do you think amczutijaje?!!” („Co ty myślisz, że ja głupi jestem?!!”). Pana tak zatkało, że nie wiedział co powiedzieć, a ja szybko się ewakuowałem z miejsca wydarzeń. Gdy stałem w kolejce do lotniska taxówkarz znowu się pojawił gadając swoje blablabla (dosłownie tak mówił). Znowu wydarłem się, ile bozia w płucach dała (a ja jak wiadomo wydrzeć to ja się umiem). Gdy skończyłem byłem już przy wejściu na lotnisku. Taxówkarz zaczął swoje blablabla do ochroniarza, a ja się znów obróciłem i siarczystym bengali na niego: „amczutijajeha?!!”. Pan się na chwilę zamknął, ochroniarz sprawdził bilet, a ja wszedłem do środka. Przygoda się skończyła.
Lot przeszedł bez żadnych kłopotów i dodać trzeba, że był jednym z niewielu nie opóźnionych lotów. Z lotniska w Mumbaju wyszedłem około 8:50. „Proszę pana, gdzie pan jedzie?” od razu doskoczył do mnie jakiś Hindus. „Masz taxi czy oto?” pytam się momentalnie. „Ale gdzie jedziesz?” – „Taxi czy oto?!” – „Taxi” – „Nie!” krzyknąłem krótko zauważając przy ty postój autoriksz. Nie pamiętałem dokładnie jak się nazywa najbliższa stacja pociągów, więc mówię tak jak pamiętam. „Ville Park?” – „Ville Parle?” – „Tak. Wiesz gdzie?”. Pan machnął głową, ja wsiadłem, a on włączył licznik. Dojechaliśmy. Na liczniku 1.70. Nie pamiętam przelicznika, więc pytam się o kartę. „50Rs” – „Pokaż mi kartę” – „50Rs” – „Pokaż kartę” – „50” – „Karta!!” wrzasnąłem. Pan niezadowolony wyciągnął kartę. Patrzę, 16Rs. Niestety nie mam drobnych, więc daję cała stówę. „Masz rozmienić?”. Pan machnął głową i poszedł do pobliskiego sklepu rozmienić. Wraca i daje mi 50Rs reszty. „A gdzie trzydzieści więcej?”. Pan dodał 10 i zaczął machać rękami, że nie ma już drobnych. „Dawaj mi 20Rs!”. Pan się spojrzał i dał 10Rs znów tłumacząc się, że nie ma drobnych. „10Rs!!” wrzasnąłem ponownie. Pan zaczął wymachiwać rękami. „Przejazd kosztuje 16Rs. Ja płacę Ci 20, więc i tak się powinieneś cieszyć. Dawaj moje 10Rs do diabła!!”. Lekko zaskoczony Hindus wysłupłał kolejną dychę. „Teraz w porządku” – podsumowałem odchodząc. Kupiłem bilet na Churchgate i ładuje się na stację. Nie pamiętam jednak jak odróżnić wolny pociąg od szybkiego. Myślę sobie – „no trudno, wskoczę do tego co przyjedzie wcześniej”. Pociąg podjechał, Hindusi wyszli, a ja się próbuję załadować do środka. Próbuję, bo jakiś Hindus mimo, że ma miejsce nie chce się przesunąć. Złapałem się więc rurki w drzwiach wejściowych i potraktowałem pana lekko z łokcia w brzuch, drugiego odepchnąłem ręką i od razu zrobiło się trochę miejsca :) W czasie drogi okazało się, że jednak jadę wolnym pociągiem, który zalecała mi Agnes. Po dojechaniu do Churchgate pojawiło się tylko jedno pytanie – czy po pół roku pamiętam jeszcze drogę ze stacji do biura. Okazało się, że nie mam z tym żadnych problemów. Dotarłem szybko do celu, zostawiłem rzeczy u pana na recepcji na 10-tym piętrze i zadowolony idę do Ramony. Niestety musiałem sobie trochę poczekać. Po około 15 minutach pojawiła się schorowana Ramona. „Cześć Konrad...”. Okazało się, że zaczyna ją łapać grypa i ma duży ból głowy. Dała mi wszystkie papiery, wypełniłem aplikację przedłużenia wizy wpisując w adresie zamieszkania adres biura w Mumbaju. Ramona wytłumaczyła mi pokrótce jak dojechać do Biura Emigracyjnego (FRRO). Po około 20 minutach byłem na miejscu. Zanim jednak wszedłem do FRRO musiałem zrobić zdjęcie paszportowe. Zaczęło się więc poszukiwanie fotografa. Pytając się ludzi na ulicy byłem odsyłany od miejsca do miejsca dookoła ronda. Za każdym razem byłem bliżej celu. W końcu się udało. Wgramoliłem się po drewnianych obrotowych schodach na pierwsze piętro. W tle jakaś muzyczka w typie meksykańskiego romansidła (tak mi się jakoś skojarzyło). Na szybko cyk-cyk, 50Rs za 5 zdjęć i powrót do FRRO. Wszedłem na trzecie piętro. „Dzień dobry, ja w sprawie przedłużenia wizy” – „Proszę paszport.... O! Przyleciał pan do Indii do Kolkaty, tak?” – „Tak” – „A gdzie pan mieszka w Indiach? W Kolkacie czy w Mumbaju, bo jeśli w Kolkacie to tylko Kolkata może przedłużyć panu wizę” – „Mieszkam w Mumbaju, co zresztą jest napisane w aplikacji” – „A to w porządku... poproszę książeczkę FRRO” – wyjąłem i daję pani – „Ale pan jest zarejestrowany w Kolkacie z adresem w Kolkacie...” – „...tak, bo gdy przyjechałem do Indii to najpierw odbywałem tam praktykę, a poźniej w lutym zacząłem praktykę w TCS w Mumbaju...” – „...ale ma pan adres Kolkaty...” – „...tak, ale mieszkam w Mumbaju...” – „...to dlaczego nie zmienił pan adresu?” – „A powininem?...” – „To jest pana obowiązek, żeby stawić się w FRRO i zmienić adres” – „Nie wiedziałem... czy mogę więc zmienić teraz?” – „Nie, bo jest pan zarejestrowany w Kolkacie, więc musi pan jechać tam, zmienić adres zamieszkania u nich i wtedy może pan przyjechać z powrotem do nas” – „Ale czy nie dałoby się w jakiś sposób...” – „Nie! Takie jest prawo!” – „...oooo... a czy nie mogłaby być pani taka miła?...” – „Nie proszę pana! Takie jest prawo!” – „....a czy nie moglibyśmy do nich ewentualnie zadzwonić?” – „Nie!! Proszę jechać do Kolkaty i tam załatwić zmianę adresu! Do widzenia!!!”. Tak też pomysł Ramony o przedłużeniu wizy w Mumbaju przepadł z kretesem. Z kwaśną miną wróciłem do biura. „Pizda matie, Ramona...”. Opowiedziałem wszystko co i jak. Postanowiliśmy w dwójkę, że w takiej sytuacji trzeba jechać ponownie do FRRO w Kolkacie ze wszystkimi dokumentami i przekonać ich, że zaszło wielkie nieporozumienie, że ja przecież nie jestem pracownikiem TCSu tylko praktykantem, nie pobieram wypłaty tylko stypendium, no i wreszcie, że moja wiza to wielokrotna przedłużalna wiza wjazdowa a nie turystyczna. Wszystkie te fakty są absolutną prawdą. „A co się stanie jak mi znów odmówią?” pytam się Ramony – „Wtedy ostatecznością będzie lot do Delhi. Jeśli oni też powiedzą nie, to musisz wyjechać z kraju” – „A jeśli będę musiał wyjechać z kraju? Wiesz, fajnie byłoby mieć wakacje w Polsce, zobaczyć rodzinę i znajomych, ale bilet jest dosyć drogi i nie chciałbym tracić tych pieniędzy. Wiem, że TCS raczej nie zasponsoruje mi biletu do Warszawy, ale gdyby dali chociaż bilet do Londynu to byłoby ok.” – „Nie wiem, Konrad, ciężko mi cokolwiek powiedzieć teraz w tej sprawie...” – „A czy byłaby taka możliwość, żeby mnie wrzucić do innego kraju wtedy?” – „Ale gdzie chciałbyś jechać, bo gdziekolwiek w Europie albo USA czy Australii jest ciężko znaleźć cokolwiek, a szczególnie na szybko...” – „Ale ja nie chcę jechać do Europy. Znajdź mi cokolwiek w Azji lub Afryce. Nawet wyślij mnie do Wietnamu, też będę szczęśliwy” – „Wiesz Azja lub Afryka – to da się zrobić bez problemów. Możemy Cię wrzucić np. do Chin, RPA lub Etiopii” – „No i super :)” – „Nigdy w życiu nie słyszałam, żeby ktoś miał takie życzenie jak Ty – Afryka lub Azja, zawsze jest USA, Australia, Wielka Brytania lub cokolwiek w Europie” – „A bo ja jestem szczególny. Ja się urodziłem jako podróżnik :)” – „No właśnie widzę :D”. Na tym stanęła cała moja sprawa wizowa. Pozostało jeszcze przebukowanie biletu powrotnego z poniedziałku na niedzielę. Znów najpierw trzeba było czekać na akceptację Ranjana, później na Ananda, a później biuro Jet Airways było już zamknięte i Sreela z Kolkaty kazała mi się skontaktować z nią w sobotę około południa aby zapiąć wszystko z biletem na ostatni guzik. Porozmawiałem jeszcze trochę z Ramoną i poszedłem na miasto. Ramona wspomniała coś o imprezie, ale po pierwsze ciągle mnie bolała głowa po wypadku w taxówce, a po drugie nie miałem radosnego nastroju na imprezowanie. Zresztą sama Ramona też nie szła na imprezę, więc musiałbym sam dojechać we wskazane miejsce, co zważywszy na brak komórki mogło być bardzo trudne. Poszedłem więc do znanej mi już restauracji niedaleko dworca Churchgate. Zamówiłem sobie nowy typ biryani, którego jeszcze nigdy nie próbowałem – Shiha Biryani. Całkiem dobre. Lekko słodkie z groszkiem i czymś zielonym przypominającym przerośnięty szczypiorek. Po smacznym posiłku poszedłem siąść nad małą zatoką przy Nariman Park. Przypomniało mi się jak siedziałem tam ostatnim razem w lutym z Eduardo. Ja wtedy czekałem na bilet powrotny do mojej Kolkaty, a on na wynik rozmowy kwalifikacyjnej z Hyderabad. Mój nastrój wtedy i teraz był zupełnie odmienny. Wtedy zadowolony czekałem na powrót do domu i z nadzieją na rozpoczęcie fajnej praktyki w TCS. Teraz po pół roku moja praktyka nie jest najbardziej zadowalająca, a po za tym stałem się nielegalnym emigrantem przebywającym bez pozwolenia za granicą Polski. Gdy tak sobie siedziałem rozmyślając zaczęli zaczepiać mnie Hindusi. „Daj mi dolara” – „Nie mam dolarów” – „„Daj mi dolara” – „Daj mi spokój” - „Daj mi dolara” – „Odwal się!”. „Kup moje orzeszki” – „Nie, dziękuję” - „Kup moje orzeszki” – „Nie mam ochoty na Twoje orzeszki” - „Kup moje orzeszki, tylko 5Rs” – „Nie lubię orzeszków” - „Kup moje orzeszki” – „Wynocha!!”. „Cześć przyjacielu, czy mogę Ci w czymś pomóc?” – „Nie!!”. I tak na okrągło. Nie można chwilę posiedzieć w spokoju, pomyśleć i pogapić się w nocne morze nad mała zatoką przy Nariman Point. W końcu zabrałem się i poszedłem z powrotem do hotelu. Okazało się, że mam współlokatora. Hindus o imieniu Anuproto, pracujący w Kolkacie. W Mumbaju jest na 3 tygodnie, bo część projektu jest tutaj. Porozmawialiśmy ponad godzinę, opowiedziałem mu o mojej wizie, on o swoim projekcie i po 23 poszedłem zmęczony całym dniem spać.


CIEKAWY TEKST? PODZIEL SIE NIM Z INNYMI!



Komentarze:

Brak komentarzy

!!! Oba pola są wymagane. Jeśli nic nie wpiszesz, twój komentarz nie będzie dodany. !!!

Zabezpieczenie przed wirusami. Zaznacz jeśli chcesz dodać komentarz.

Twój Nick:

Twój Komentarz:




Masz konto na Facebooku?
Kliknij LUBIE TO!




WYSZUKAJ:



NAJNOWSZE KOMENTARZE:

Adam:Czesc Konradzie, Od dluzszego czasu nic nie piszesz, cz... CZYTAJ DALEJ

Sylwia:Co słychać w UK, tyle pracy że na blogu cisza? :-)... CZYTAJ DALEJ

king kong:tak zle nie jest chyba niewyraznie napisalem 90 f za ryz na... CZYTAJ DALEJ

konzi:Też tak pomyślałem. To chyba jecie tylko mrożonki.... CZYTAJ DALEJ

Adam:W Szkocji nie zauwazylem licznikow na wode - oplata wliczana... CZYTAJ DALEJ

king kong:londyn pokoj z oplatami 450 - zaznaczam mega tanio mam jed... CZYTAJ DALEJ

konzi:Ja balota zjadłem 3-4 razy. Nic specjalnego. Smakowało jak z... CZYTAJ DALEJ

Adam:Raz polknalem balota, gdy popijalismy wiskacza, ale mialem j... CZYTAJ DALEJ

Adam :Konrad, ja czytam twojego bloga od samego poczatku. Nie b... CZYTAJ DALEJ

konzi:Widzę, że teoretycznie dopuszczasz naszą kolejną przeprowadz... CZYTAJ DALEJ


KATEGORIE:

| Polska || Indie || Podsumowanie roku || Wielka Brytania || Tajlandia || Bangladesz || Dania || Szwecja || Norwegia || Holandia || Hinduizm || Laos || Wietnam || Kambodża || Motorem po Tajlandii || Filipiny || Jedzenie na Filipinach || Owoce świata || Blogi Podróżnicze || Bieganie || Slub || Całka || Rocznica || Sława || Filipińskie Dziwadła || Historia Filipin || Niemcy || Francja || Belgia || Słowacja || Węgry || Austria |


ARCHIWUM:

 
 
 2017
    
    
    Grudzien
    
    
    Listopad
    
    
    Pazdziernik
    
    
    Wrzesien
    
    
    Sierpien
    
    
    Lipiec
    
    
    Czerwiec
    
    
    Maj
    
    
    Kwiecien
    
    
    Marzec
    
    
    Luty
    
    
    Styczen


 2016
 2015
 2014
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2013
 2012
 2011
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2010
 2009
 2008
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2007
 2006
 2005
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    
    Kwiecien
    Kwiecien
    
    Marzec
    Marzec
    
    Luty
    Luty
    
    Styczen
    Styczen