O mnie     Blog     Galeria     Media     Prasa     Kontakt     Linki

2006-07-21: Wycieczka do Digha

W sobote wybralismy sie na wycieczke do Digha. Od nas – ja, Hielke i Pelin – z Tollygungj – Kazachstani, Polki (Kasia, Ola, Patrycja), Turczynka/Holenderka Zoo i Chris, ktory wrocil do nas po miesiecznej nieobecnosci. Wczesniej jednak po paru piwach wskoczylismy do Tantry troche poskakac. Jak juz wskoczylismy to wyskoczyc nie moglismy. Impreza zakonczyla sie gdzies przed piata. Nawiasem mowiac pobudka byla planowana na 6:00 :) Gdy wyszlismy na ulice podszedl do nas pewien taxowkarz: “Paszport, paszport” zaczal powtarzac do Hielke. Okazalo sie, ze to ten sam taxowkarz, ktory wiozl nas dzien wczesniej z Roxy do domu. Hielke zgubil w jego taxowce swoj paszport. Pan za oddanie zguby zazyczyl sobie 400Rs. Niby sporo, ale jesli sie pomysli o tym, jak moglby go wykorzystac i jakie problemy moglby miec Hielke gdyby juz nigdy go nie odzyskal, to cena wydawala sie smiesznie niska. Zarzadzilismy wiec, ze reszta ludzi jedzie na Gurusaday, a sami w trojke – ja, Hielke, Alvi – pojechalismy z taxowkarzem do jego domu. W trojke, gdyz nigdy nie wiadomo, co moze tam na nas czekac. A noz-wiedelec beda chcieli Hielke obrobic. Tak wiec zawsze bezpieczniej w wiekszej ilosci ludzi. Dodatkowy atut stanowil Alvi znajacy bengalski i hindi. Okazalo sie jednak, ze nasze obawy byly absolutnie bezpodstawne. Zajechalismy na jakas ciasna i ciemna uliczke, taksowkarz wysiadl i za chwile wrocil z paszportem w reku. Gdy zajechalismy pod dom Hielke urwal jeszcze stowe z ceny ostatecznie placac 300Rs. Bylo juz po piatej, wiec swierdzilismy, ze nie ma sensu sie klasc, bo i tak mielismy sie planowo budzic o 6:00. Zaczelismy wiec rozmawiac. Ostatecznie jednak tak mnie spanie zmoglo, ze polozylem sie na cale 20 minut, od 5:40 do 6:00 :) Po pobudce, taxi i na Stacje Busow Esplanade. Po pieciu godzinach jazdy jakims zdezelowanym busem za 90Rs bylismy na miejscu. Miasteczko jest dosyc male, ale na pewno nie jest to taka dziura jak chocby Bakkhali. Jest tutaj kilka niezlych resturacji i sporo hotelow. Nad sama woda Zatoki Bengalskiej znajduje sie dlugi chodnik spacerowy, przy ktorym mozna spotkac szereg malych sklepikow z pamiatkami i tanim ulicznym jedzeniem. Po wyjsciu z busu swoje pierwsze kroki skierowalismy w kierunku plazy. Po krotkich ogledzinach zaczelo sie poszukiwanie hotelu, co wcale nie bylo az takie proste, gdyz wiekszosc miejsc byla zajeta, a jesli nie byla to albo nie chciano zameldowac 10 bialych, albo wymagano 10 paszportow, albo jeszcze nie wiadomo co innego :) Ostatecznie jednak sie udalo. Wzielismy trzy dwupokojowe pokoje. Po szybkim rozpakowaniu sie, a w zasadzie wrzuceniow plecakow na lozka poszlismy wreszcie cos zjesc. Pan w resturacji nie byl jakos szczegolnie rozgarniety, ale przynajmniej udalo sie zjesc i zaplacic ;) Po wzmocnieniu sie plaza. Musze przyznac, ze jeszcze w zyciu nie widzialem, zeby ktos za mna biegal z krzeslem i browarem za 80Rs. Pelna kulturka. Siadasz sobie gdzie Ci sie podoba i pijesz. Jednak odmowilismy przyzekajac, ze pozniej skorzystamy ;P Po dojsciu na koniec plazy, co nie zajelo za duzo czasu, bo czesc “plywajaca” jest dosyc krotka rozlozylismy sie z dala od Hindusow. Ja jako, ze po chorobie bylem (bylem chory od wtorku, lekarz nawet podejrzewal malarie, ale wszystko skonczylo sie na przeziebieniu i goraczce) siedzialem tylko na brzegu pilnujac rzeczy i robiac zdjecia. Po tym jak juz wszystkim znudzilo sie plywanie w lekkim deszczu poszlismy do hotelu NARESZCIE sie wyspac. Tyle, ze jakims trafem ja, Hielke i Patrycja gdzies zgubilismy sie po drodze ladujac ostatecznie pod duzym parasolem na wspomnianych krzeslach z browarami w reku. A ze deszcze padal coraz bardziej to siedzielismy coraz dluzej :) Gdy w koncu dotarlismy do pokoi hotelowych to wlasnie reszta zalogi juz sie obudzila i szla na kolacje. Poszlismy wiec z nimi :) Tym razem do “city center”, czyli chyba jedynego skrzyzowania w miescie, gdzie normalna droga przejazdowa krzyzuje sie z droga na plaze. Po zjedzeniu, gdy wracalismy, zaczepil mnie pewien Hinuds twierdzacy, ze jest Nowojorczykiem mieszkajacym w USA przez 80 lat. Ma tam syna i corke, ktorzy pracuja w telewizji bedac gwiazdami estrady. Ponadto pan wiele razy odwiedzal jeden z najslynniejszych parkow botanicznych w Nowym Jorku, czyli niejakie Madison Square Garden ;P Po krotkiej rozmowie poznalem go z Hielke, aby w dwojke sprobowac dowiedziec sie wiecej o tym “swiatowym” czlowieku. Pan jednak dosyc sprytnie uniknal dalszej konwersacji proponujac gre w butelke za 2Rs. Gra polegala na tym, ze butelka lezala na malym podwyzszeniu, a naszym zadaniem bylo wylowienie jej za pomoca wetki z koleczkiem zamiast haczyka na koncu i postawienie jej na tym podwyzszeniu. Zagralismy, bo przeciez 2Rs nie majatek. Ja po pierwszej grze spasowalem (nabyta w Grecji niechec do wszelkich glupich gier hazardowych), Hielke natomiast przy chyba trzecim albo czwatym podejsciem postawil butelke na bacznosc. Pan jednak nie wyplacil mu zwycieskich 20Rs twierdzac, ze da mu jutro, a teraz zaprasza nas do siebie do domu, albowiem jest “Krolem Malego Krolestwa” i posiada najlepszy kawalek ziemi w calej wiosce. Zanim jednak to nastapilo to pokazal nam najpiekniejsze miejsce na swiecie – kawalek chodnika z widokiem na plaze. Malo brakowalo i by mi dech z wrazenia zaparlo ;) Droga do Krolestwa wiodla przez jakies male bagna do zupelnie nieoswietlonego miejsca pomiedzy jakimis ciezarowkami, wiec za namowa dziewczyn dalismy sobie spokoj, podziekowalismy panu za wspanialy wieczor i wrocilismy do hotelu obrocic nasza flaszke rumu, ktora Hielke tachal az z Kolkaty. W czasie drogi powrotnej pojawila sie idea wypicia ow rumu na plazy. Zmieszalismy wiec ladnie rum z cola w dwoch plastikowych butelkach i udajemy sie do wyjscia. A tu zonk! Drzwi hotelowe zakratowane na klodke. Pytamy sie wiec grzecznie wlasciciela (czy jakiegos innego ludzika), czy moglby byc tak mily i nam otworzyc, a ten pokazujac palcem na wywieszony regulamin na scianie w jezyku bengalskim, wyjasnia, ze minela juz godzina 22:00 i wyjscie jest niemozliwe, a po za tym wszystko to jest opisane na ow regulaminie – “wystarczy sobie przeczytac”. Po malej wymianie zdan poszlismy wiec na dach. Tyle co zaczelismy sie tam rozkladac to przyszedl kolejny pan, ktory nas z stamtad wygonil, bo mozemy cos zepsuc (tak jakby tam bylo cokolwiek do zepsucia). Zostal wiec juz tylko balkon w pokoju. Gdy juz konczylismy napoje Hielke wpadl na cudowny pomysl spuszczenia sie po zwiazanych przescieradlach i kocach na ziemie. Jako, ze mieszkalismy na pierwszym pietrze to nie bylo to az tak glupie (no, moze troche…). W kazdym razie zadania podjal sie tylko Jewgienij. Po zejsciu na dol znalazl jakas dluuuga drabine (okolo 30 metrowa) i jakos wszyscy wspolnie oparlismy ja o balkon, a nastepnie wciagneslimy zmniejajac kat drabiny z rozwartego na ostry. Zaczelo sie schodzenie po kolei po drabinie na dol – Roman, Hielke, Zoo, Kasia, Patrycja i ja. Reszta poszla spac lub tez zajela sie troche innymi rzeczami. Wedlug tradycji (teraz po drugim razie juz mozna uznac to za tradycje) wskoczylismy do wody na waleta. Tylko chlopaki. Dziewczyny zostaly pilnowac ubran (przynajmniej taka byla wersja oficjalna ;P). Gdy wychodzilismy na brzeg nie wiadomo z skad pojawili sie jacys Hindusi z latarkami. Chcac byc mili zaczeli swiecic po nas troche nizej niz po oczach ;) Powiedzialem grzecznie panom po bengalsku, zeby nie przeszkadzali i poszli do domu. Ku mojemu zaskoczeniu przeslanie dotarlo za pierwszym razem :) Zapomnialem wspomniec o tysiacach krabow na plazy, ktore rozbiegaly sie we wszystkie storny z kazdym naszym krokiem – calkiem fajny widok :) Po powrocie do hotelu i wdrapaniu sie po drabinie do srodka trzeba bylo cos z ta drabina zrobic… Jakoze zwykle polozenie na miejsce nie wchodzilo w gre – drabina byla po prostu za dluga i za ciezka – postanowilismy ja zrzucic na dol. Raz-dwa-trzy-lubudubu i po klopocie. A bynajmniej tak nam sie wydawalo, bo za kilka minut zjawil sie przed naszymi drzwiami jeden z chlopcow hotelwych zapraszajac nas na rozmowe z wlascicielem. Pan wlasciciel z morda na nas, ze nie wiadomo co tu robimy i wszystko niszczymy. Opowiedzielismy mu wiec na predce wymyslona historie, ze aparat fotograficzny spadl nam z balkonu na ziemie i ktos musial po niego zejsc. Drzwi byly zakratowane, on spal i kazal sobie nie przeszkadzac, wiec sami zeszlismy na dol po drabinie i wzielismy aparat. Historia totalnie glupia, ale prawie przeszla. Prawie, bo wlasciciel zaczac dzwonic na policje. Udajac obrazonych i zdenerwowanych jego zachowaniem obrocilismy sie na piecie i wrocilismy do pokojow spac. Nie minelo 15 minut i u naszych drzwi pojawilo sie pieciu policjantow z wielkimi karabinami. Ladnie sie wiec przedstawilismy opowiadajac cala historie upuszczonego aparatu. Wspomnielismy takze przypadkiem, ze studiujemy i prowadzimy tu pewien biznes. Na slowo “biznes” zachowanie policjantow zmienilo sie radykalnie. Momentalnie nas przeproszono za nachodzenie, zyczono wszystkiego najlepszego, opierdzielajac przy tym lekko wlasciciela za wzywanie policji w srodku nocy i po wczesniejszym przeliczeniu nas wszystkich pozegnano. Wreszcie poszlismy spac. Ufff… Obudzilem sie oczywiscie jako pierwszy. Probowalem wyciagnac ludzi na zwiedzanie niedalekiej wioski, ale jedyna gotowa osoba byl Hielke. Gdy juz mieslimy wychodzic wtedy nagle reszta ludzi tez chciala isc z nami. Dalismy im 10 minut. Kto sie spozni sorry bardzo – dluzej nie czekamy. W sumie na czas byla gotowa chyba tylko Ola, reszte spotkalismy w drodze na plaze, gdy nas dogonili (szlismy dosyc wolno robiac wszedzie zdjecia). Na plazy kolejny podzial – tych co ida zwiedzac i tych co wola lezec brzuchem do gory. Zespol polsko-holenderski w calosci ruszyl na zwiedzanie. Po drodze jednak zgubilismy Kasie i Zoo, ktore juz chyba nie dawaly rady, albo byly zwyczajnie znudzone i wrocily do reszty. Wycieczke wiec dokonczylismy we czworke. Po powrocie w umowione miejsce na plazy okazalo sie, ze cala reszta ludzi gdzies zniknela… Nie robiac sobie jednak nic z tego, siedlismy na krzeslach pod parasolem i z braku jakiegokolwiek wyboru drinkow zamowilismy po browarze. Gdy juz skonczyl sie zarowno browar, jaki i temat rozmowy zaczelismy dzownic do reszty zalogi. Po odnalezniu sie (co tez nie bylo takie proste) wladowalismy sie do busu i po pieciu godzinach jazdy wrocilismy szczesliwie do domu.


CIEKAWY TEKST? PODZIEL SIE NIM Z INNYMI!



Komentarze:

Brak komentarzy

!!! Oba pola są wymagane. Jeśli nic nie wpiszesz, twój komentarz nie będzie dodany. !!!

Zabezpieczenie przed wirusami. Zaznacz jeśli chcesz dodać komentarz.

Twój Nick:

Twój Komentarz:




Masz konto na Facebooku?
Kliknij LUBIE TO!




WYSZUKAJ:



NAJNOWSZE KOMENTARZE:

king kong:tak zle nie jest chyba niewyraznie napisalem 90 f za ryz na... CZYTAJ DALEJ

konzi:Też tak pomyślałem. To chyba jecie tylko mrożonki.... CZYTAJ DALEJ

Adam:W Szkocji nie zauwazylem licznikow na wode - oplata wliczana... CZYTAJ DALEJ

king kong:londyn pokoj z oplatami 450 - zaznaczam mega tanio mam jed... CZYTAJ DALEJ

konzi:Ja balota zjadłem 3-4 razy. Nic specjalnego. Smakowało jak z... CZYTAJ DALEJ

Adam:Raz polknalem balota, gdy popijalismy wiskacza, ale mialem j... CZYTAJ DALEJ

Adam :Konrad, ja czytam twojego bloga od samego poczatku. Nie b... CZYTAJ DALEJ

konzi:Widzę, że teoretycznie dopuszczasz naszą kolejną przeprowadz... CZYTAJ DALEJ

Adam :Wylecialo mi z glowy, poniewaz jak to moja zona zwykle robi,... CZYTAJ DALEJ

konzi:Byłem! Szkoda, że nie dałeś znać wcześniej, że będziesz, to ... CZYTAJ DALEJ


KATEGORIE:

| Polska || Indie || Podsumowanie roku || Wielka Brytania || Tajlandia || Bangladesz || Dania || Szwecja || Norwegia || Holandia || Hinduizm || Laos || Wietnam || Kambodża || Motorem po Tajlandii || Filipiny || Jedzenie na Filipinach || Owoce świata || Blogi Podróżnicze || Bieganie || Slub || Całka || Rocznica || Sława || Filipińskie Dziwadła || Historia Filipin || Niemcy || Francja || Belgia || Słowacja || Węgry || Austria |


ARCHIWUM:

 
 
 2017
    
    
    Grudzien
    
    
    Listopad
    
    
    Pazdziernik
    
    
    Wrzesien
    
    
    Sierpien
    
    
    Lipiec
    
    
    Czerwiec
    
    
    Maj
    
    
    Kwiecien
    
    
    Marzec
    
    
    Luty
    
    
    Styczen


 2016
 2015
 2014
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2013
 2012
 2011
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2010
 2009
 2008
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2007
 2006
 2005
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    
    Kwiecien
    Kwiecien
    
    Marzec
    Marzec
    
    Luty
    Luty
    
    Styczen
    Styczen