O mnie     Blog     Galeria     Media     Prasa     Kontakt     Linki

2006-07-14: Mundial w Kolkacie

W niedzielę, a w zasadzie to w poniedziałek czasu indyjskiego, zakończyły się Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Jak powszechnie wiadomo najlepszą drużyną globu zostały Włochy wygrywając w finale z reprezentacją Francji w rzutach karnych 5:3. Przez kilka godzin ulice wszystkich miast i miasteczek na terenie całych Włoch zapełniły się najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. „Jesteśmy mistrzami świata! Jesteśmy najlepsi!” mogli dumnie krzyczeć mieszkańcy Rzymu, Neapolu, Turynu, Sycylii i wielu ich rodaków przebywających poza terenem swojej ojczyzny. Francja w tym samym czasie zalewała się łzami przeżywając porażkę i wciąż nie mogąc zrozumieć nieodpowiedzialnego zachowania swojego narodowego guru jakim bez wątpienia jest Zinedine Zidane. Reszta nacji, jak Polacy, Niemcy, Brazylijczycy, Holendrzy, Anglicy przypatrywali się w spokoju koronacji nowych mistrzów trochę współczując zawiedzionym Francuzom, gdyż poniekąd sami wcześniej podzielili ich los i odpadli z turnieju.
Jest jednak pewien naród, który tak jak Włosi wiwatował ciesząc się z „własnego” zwycięstwa na tym mundialu. Są to Hindusi. Kraj, który nigdy nie wystąpił na żadnej poważniejszej imprezie, chociażby Mistrzostwach Azji. Ostatni mecz rozegrał kilka miesięcy temu przegrywając towarzysko na własnym boisku z drużyną Jemenu, który w powierzchni i zapewne liczbie ludności jest większy tylko od jednego stanu Indii – Sikkimu. Chociaż i w tym przypadku powinienem chyba sięgnąć po atlas geograficzny dla upewnienia się czy aby na pewno jest to prawdą.
Gdy Zidane strzelił w poprzeczkę, piłka wpadła do bramki, a następnie z niej wyskoczyła w całym pubie zapadła zupełna cisza. Gol jest czy go nie ma? Hindusi deklarujący przed meczem swoją włoskość nie byli pewni co się naprawdę stało. Po kilku sekundach arbiter uznaje prawidłowo zdobytego gola, a na ekranie telewizora pojawia się wynik 1:0. Trochę zdezorientowani całą sprawą Hindusi wiwatują na cześć Francji. Mijają minuty i pada kolejna bramka. Tym razem na 1:1. Wrzawa jest jeszcze większa niż wcześniej. Dochodzi do rzutów karnych. Włosi szybko zdobywają w nich jednobramkowe prowadzenie. Hindusi coraz głośnie krzyczą na część nowego mistrza, wygwizdując przy tym znajdujących się w coraz większych tarapatach Francuzów. Pada piąta decydująca bramka. „Wygraliśmy!! Wygraliśmy!! Jesteśmy mistrzami świata!! Pokonaliśmy Was!!” krzyczy do mnie jakiś podskakujący z radości Hindus w barze, sugerując wskazanym na mnie palcem, że to właśnie ja jestem tym pokonanym. Nie robi to na mnie większego wrażenia, gdyż przez ostatni miesiąc przyzwyczaiłem się już do tego, że zawsze jestem przegranym. Zaczęło się od meczu z Ekwadorem (czy mógłby to ktoś wykreślić z historii polskiej piłki nożnej?). Przed meczem wszyscy zakładali zwycięstwo Polaków. Gdy Ekwadorczycy strzelają pierwszą, a potem drugą bramkę i ostatecznie wygrywają mecz Hindusi cieszą się ze zwycięstwa, chociaż jeszcze dwie godziny wcześniej byli po drugiej stronie boiska. Nie inaczej było w innych meczach. My zawsze wspieraliśmy zespoły z których pochodził ktoś z nas – Polskę, Niemcy, Holandię, Brazylię, Meksyk. Oni natomiast zawsze cieszyli się szczęściem zwycięzców. Dlatego zawsze z nimi przegrywaliśmy. Pokonali kolejno naszą Polskę, Meksyk, Holandię. Nawet zakochani bez opamiętania w Brazylii wybuchli szaloną radością, gdy zespół „Canarihnos” został pokonany przez „Les Blues”. I nie miała tu znaczenia ilość powywieszanych w każdym zakątku miasta flag brazylijskich, oraz popularność nazwisk takich graczy, jak Kaka, Ronaldo czy Ronaldinho. Uwielbiana wręcz przez całe Indie Brazylia przegrywa i momentalnie każdy z tubylców twierdzi, że od początku mundialu był zagorzałym kibicem reprezentacji Francji.
Tylko raz udało nam się wygrać na Mistrzostwach z Hindusami. Był to mecz Niemcy-Argentyna. Ilość biało-niebieskich flag we wszystkich dzielnicach Kolkaty oraz skala „bycia Argentyńczykiem” ustępowała jedynie wspomnianej Brazylii. Po wygranych przez niemieckich piłkarzy rzutach karnych mogliśmy pierwszy i zarazem ostatni raz spojrzeć na spuszczone ze smutkiem głowy Hindusów. Nareszcie to my się cieszyliśmy, a oni siedząc cicho rozpamiętywali gorycz porażki. Przyszedł jednak kolejny mecz Niemców z Włochami i znów byliśmy gorsi. Znów Hindusi wyśmiewali nas, gdy wychodziliśmy z Mc Millera po meczu. „Pokonaliśmy Was! Jesteśmy lepsi!” krzyczeli do mnie i Tobiego ubranych w koszulki niemieckie.
Kilka razy po takich meczach próbowałem się dowiedzieć dlaczego oni tak naprawdę się cieszą. Pytałem o ich narodowość, o to czy mają jakiś przyjaciół albo znajomych ze zwycięskiego kraju, jednak nigdy nie otrzymałem żadnej konstruktywnej odpowiedzi.
Tuż po finale zapytałem się wspomnianego skaczącego ze szczęścia Hindusa, czy jest Włochem. W odpowiedzi usłyszałem, że nie jest, ale i tak pokonał mnie – Francuza. Odpowiedziałem więc, że ja nie jestem Francuzem tylko Polakiem i próbując drążyć temat dalej zadałem kolejne pytanie czy chociaż zna jakiś Włochów osobiście. Uradowany i dosyć podchmielony tubylec znów odkrzyknął, że nie zna żadnego Włocha, jednak i tak jest lepszy ode mnie. Nie dając za wygraną spytałem, dlaczego w takim razie się tak cholernie cieszy. W odpowiedzi dowiedziałem się jedynie tyle, że jeśli mi się coś nie podoba to mogę dostać po mordzie. Nie chcąc mieć żadnych kłopotów pogratulowałem panu zdobycia Mistrzostwa Świata przez jego narodowy zespół i spokojnie odszedłem.
Gdy wychodziliśmy z pubu zatrzymała nas jakaś telewizja prosząc o krótki wywiad na żywo. Zgodziliśmy się. „Jak się czujecie po porażce Francji?” – „Jest nam to obojętne. Jesteśmy z Polski i Niemiec” – „Czy cieszycie się po zwycięstwie Włochów?” – „Nie dbamy o to kto wygrał. Przyszliśmy obejrzeć dobry mecz” – „Której drużynie dzisiaj kibicowaliście?” – „W sumie to żadnej, chociaż mieliśmy nadzieję na dobre zakończenie legendy Zidana”. W tym momencie Tobi odszedł, a ja zostałem sam przed kamerą. Za mną stali wciąż cieszący się Hinudsi ze zwycięstwa „swojego” zespołu. Dziennikarz relacjonował coś w języku hindi. Postanowiłem wtedy wyjąć mu z ręki mikrofon i powiedziałem: „Apropo tych szaleńczo wiwatujących Hinudsów za mną z powodu zwycięstwa ich narodowego zespołu chciałbym dodać, że w ostatnim meczu jaki rozegraliście przegraliście na własnym boisku z Jemenem. Powinniście być dumni ze swojego narodowego zespołu” i oddałem mikrofon nie mogącemu zrozumieć mojej sarkastycznej wypowiedzi reporterowi.
Wiele razy próbowałem się zastanawiać nad tym fenomenem i tutejszą narodową elastycznością, czy też narodową nieprzynależnością. Jak to się dzieje, że bez względu na to kto gra i kto wygrywa oni zawsze są szczęśliwi ze zwycięstwa utożsamiając się z lepszymi i wyśmiewając przegranych. Być może bierze się to z nieznajomości piłki nożnej i z braku jakikolwiek tradycji piłkarskich. Każdy zapytany przeze mnie Hindus o wyniki ich narodowego zespołu milczał jak grób. Być może ma to związek z międzynarodowym wizerunkiem Indii na tle ekonomiczno-społeczno-politycznym. Indie wciąż uznawane są za kraj biedny, jednak szybko i prężnie rozwijający się z wielką ambicją dogonienia największych światowych potęg. Bezustannie próbujący spełnić swój sen o złotym latach. I chociaż nietrudno zauważyć ciągłego wzrostu, nietrudno jest też zauważyć ciągłego zacofania. Ludzie chcą więcej i widzą siebie wyżej i wyżej, a sport jest jednym z łatwiejszych czynników, które jeszcze bardziej mogą rozpalić w nich świadomość bycia lepszym. Ta chęć zwycięstwa miesza się z brakiem sportowych tradycji powodując szukanie jakichkolwiek, czasem nawet najłatwiejszych i bezgranicznie ideowo tanich zastępników. Łatwiej jest przecież zapomnieć o otaczającej rzeczywistości i zjednoczyć się emocjonalnie ze zwycięzcami, niż przyznać się do własnej słabości i zakasać rękawy do wytężonej pracy. Będąc nieświadomym własnej beznadziejności (bo jak inaczej można określić piłkarską pozycję Indii w świecie), lub też świadomie się przed nią zamykając o wiele łatwiej wyśmiewać też takie kraje, jak chociażby Polska, które splamiły się na tych Mistrzostwach.
Takie zachowanie blokuje rozwój i rodzi nieumiejętność przegrywania, albowiem jak można umieć przegrywać i próbować szukać wniosków z przegranej, jeżeli zawsze jest się zwycięzcą? To przecież porażka jest często impulsem rozpoczynającym długotrwały proces podnoszenia swojej aktualnej pozycji.
Z tego właśnie względu chciałbym życzyć Indią jak najszybszego wzrostu na piłkarskiej arenie świata, ponieważ tylko w ten sposób, awansując na którykolwiek z wielu zbliżających się w tym stuleciu mundiali, wreszcie i oni zaczną przegrywać świadomie i stykając się z prawdziwą rzeczywistością dowiedzą się tym samym o własnej bezsilności.


CIEKAWY TEKST? PODZIEL SIE NIM Z INNYMI!



Komentarze:

Brak komentarzy

!!! Oba pola są wymagane. Jeśli nic nie wpiszesz, twój komentarz nie będzie dodany. !!!

Zabezpieczenie przed wirusami. Zaznacz jeśli chcesz dodać komentarz.

Twój Nick:

Twój Komentarz:




Masz konto na Facebooku?
Kliknij LUBIE TO!




WYSZUKAJ:



NAJNOWSZE KOMENTARZE:

king kong:tak zle nie jest chyba niewyraznie napisalem 90 f za ryz na... CZYTAJ DALEJ

konzi:Też tak pomyślałem. To chyba jecie tylko mrożonki.... CZYTAJ DALEJ

Adam:W Szkocji nie zauwazylem licznikow na wode - oplata wliczana... CZYTAJ DALEJ

king kong:londyn pokoj z oplatami 450 - zaznaczam mega tanio mam jed... CZYTAJ DALEJ

konzi:Ja balota zjadłem 3-4 razy. Nic specjalnego. Smakowało jak z... CZYTAJ DALEJ

Adam:Raz polknalem balota, gdy popijalismy wiskacza, ale mialem j... CZYTAJ DALEJ

Adam :Konrad, ja czytam twojego bloga od samego poczatku. Nie b... CZYTAJ DALEJ

konzi:Widzę, że teoretycznie dopuszczasz naszą kolejną przeprowadz... CZYTAJ DALEJ

Adam :Wylecialo mi z glowy, poniewaz jak to moja zona zwykle robi,... CZYTAJ DALEJ

konzi:Byłem! Szkoda, że nie dałeś znać wcześniej, że będziesz, to ... CZYTAJ DALEJ


KATEGORIE:

| Polska || Indie || Podsumowanie roku || Wielka Brytania || Tajlandia || Bangladesz || Dania || Szwecja || Norwegia || Holandia || Hinduizm || Laos || Wietnam || Kambodża || Motorem po Tajlandii || Filipiny || Jedzenie na Filipinach || Owoce świata || Blogi Podróżnicze || Bieganie || Slub || Całka || Rocznica || Sława || Filipińskie Dziwadła || Historia Filipin || Niemcy || Francja || Belgia || Słowacja || Węgry || Austria |


ARCHIWUM:

 
 
 2017
    
    
    Grudzien
    
    
    Listopad
    
    
    Pazdziernik
    
    
    Wrzesien
    
    
    Sierpien
    
    
    Lipiec
    
    
    Czerwiec
    
    
    Maj
    
    
    Kwiecien
    
    
    Marzec
    
    
    Luty
    
    
    Styczen


 2016
 2015
 2014
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2013
 2012
 2011
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2010
 2009
 2008
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2007
 2006
 2005
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    
    Kwiecien
    Kwiecien
    
    Marzec
    Marzec
    
    Luty
    Luty
    
    Styczen
    Styczen