O mnie     Blog     Galeria     Media     Prasa     Kontakt     Linki

2006-04-18: Zwiedzanie i nocleg!

...obudziłem się po 1:00 w nocy. Obudził mnie chłód który czułem w nogach, a głównie w stopach. Skuliłem się tylko jeszcze bardziej zaczepiając koniec rozciągniętego do granic możliwości polaru o kolana i pomimo ciągłego chłodu, który coraz bardziej ogarniał moje stopy znów usnąłem. Obudziłem się ponownie za godzinę czując jeszcze większe zimno. Zimno było tylko od kolan w dół – tam gdzie polar już nie dochodził. Wstałem więc i zacząłem małą gimnastykę, aby rozgrzać ciało. Po kilku minutach znów ułożyłem się do snu. Budziłem się praktycznie co godzinę, nie raz nawet częściej. Ostatecznie obudziłem się kilka minut przed wspomnianą 6:00. Wyłączyłem budzik w komórce, zwinąłem brudny od spodu ręcznik i nie zdejmując niczego z siebie, ponieważ dopiero gdy wstałem zacząłem czuć ogarniający mnie ze wszystkich stron chłód, poszedłem sprawdzić, czy jest już otwarte albowiem było już dwie po szóstej. Niestety wszystkie wejścia były dalej zamknięte. Nie zdążywszy więc podziękować za nocleg wyszedłem otwartym wyjściem przeciwpożarowym na powierzchnie. Było jeszcze zimniej niż na dole. Do pierwszego autobusu do Conwy półtorej godziny czasu. „Co tu robić?” pomyślałem. Na pewno najgłupszym pomysłem byłoby pójście na Stację Autobusową i czekanie na ławce na bus. To mogłoby mnie jeszcze bardziej zmrozić. Korzystając więc z dosyć wczesnej godziny postanowiłem iść porobić zdjęcia wschodzącego słońca. Słońce ukryte było za budynkami, więc czekało mnie przejście wzdłuż promenady aby je doścignąć. Opcja ta wcale mnie nie zmartwiła, bo wiadomo przecież, że ruch jest najlepszym wrogiem zimna. Ruszyłem więc przed siebie. Po półgodzinnej drodze promenada się skończyła, a słońca nadal nie było widać. Poszedłem więc w drogę powrotną dochodząc do Stacji Autobusowej, gdzie dopiero dotarło do mnie, że to przecież jest dzisiaj Wielki Piątek i busy jeżdżą według rozkładu Niedziela i Święta, a więc mój bus zamiast za półgodziny jest za półtorej godziny. „Hmm....” westchnąłem tylko w czym zawarte było całe rozczarowanie, zdenerwowanie i bezradność. Zauważyłem, że otwarte jest wejście na Stację Pociągów. Pociągi jeździły jeszcze rzadziej, ale tak naprawdę nie to było najważniejsze. Najważniejsza była jednoosobowa zamykana ubikacja z umywalką. Umyłem więc zęby, ręce i twarz, zdjąłem z siebie wszystkie nadprogramowe rzeczy i zjadłem śniadanie, które jakby przeczuwając najgorsze zabrałem ze sobą z Leeds. Posiedziałem tak zamknięty około godziny rozkoszując się ciepłym kaloryferem :) Wyszedłem o 8:30 i dalsze czekanie spędziłem w nieogrzewanej poczekalni. Bus podjechał kilka minut po 9:00. Nie wiem niestety jak długo jechałem do Conwy, gdyż przepiękne widoki zaczęły wynagradzać mi wszystkie poprzednie upokorzenia. Zmianę busów miałem w mieście Llandudno, który jest kontaktowym miastem do wszystkich ciekawym miejsc dookoła. W czasie prawie półgodzinnej przerwy udało mi się trafić na molo i zrobić kilka fajnych fotek. Spóźniony 10 minut bus w końcu przyjechał i dojechałem w końcu do pierwszego celu mojej podróży, czyli zamku Conwy w mieście Conwy nad rzeką Conwy. Niesamowite wrażenie robi most będący wejściem do miasta. Znajdują się tam dwa dużej urody mosty. Jeden dłuższy dla samochodów i przechodniów prowadzący z jednego brzegu rzeki na drugi nad którym położone jest miasto, i drugi, krótszy most, prowadzący prosto do zamku. Niestety ten krótszy jest chwilowo zamknięty i nieczynny, jednakże wścibscy turyści czasem przeskakują niski betonowy mur aby cyknąć chociaż jedno zdjęcie. Większy stalowy most noszący imię Roberta Stephensona został zbudowany w 1848 roku. Wcześniej, w 1826 roku, powstał krótszy most noszący imię Thomasa Telforda. Po wyjściu z busu i sprawdzeniu połączeń do Caernarfon – mojego kolejnego celu – udałem się do pobliskiego przyzamkowego sklepu z pamiątkami w nadziei znalezienia tam jakiegoś ładnego pamiątkowego noża. Niestety jedyne co znalazłem to dziecinne miecze do zabawy w rycerzy. 15 lat temu pewnie miałbym z tego wielką radochę, teraz jednak takie uciechy już mnie nie kręcą ;) Trochę więc zawiedziony ruszyłem na zamek. Ponownie użyłem sztuczki ze Scarborough i pokazując kartę ubezpieczeniową kupiłem bilet studencki. Dużo na tym nie zaoszczędziłem, bo tylko pół funta, ale dobre i to :) Zamek jest absolutnie przepiękny. Długo marzyłem o tym, zwłaszcza będąc dzieckiem i oglądając filmy o „Robin Hoodzie” lub czytając komiksy o „Kajku i Kokoszu”, aby zwiedzić taki właśnie zamek. Moje chłopięce marzenia stały się więc rzeczywistością. Zamek Conwy został zbudowany w ciągu pięciu lat w latach 1282-1287 przez Edwarda I zdobywcę Gwynedd i jest uznawany jako Światowe Dziedzictwo. Zamek otoczony jest murem z ośmioma wieżami w których umiejscowione były królewskie apartamenty. Na szczycie każdej z nich oczywiście znajdowali się wypatrujący zagrożenia i pilnujący ogólnego porządku rycerze zamkowi. Od strony mostu zwodzącego rozciągają się szczyty gór Snowdonia. Całe miasto otoczone jest 1.25km mur z 22 wieżami oraz 3 bramami prowadzącymi do miasta. Po zwiedzeniu całego zamku, które po prostu samemu trzeba obejrzeć, mając jeszcze pewien zapas czasu poszedłem pochodzić po sklepach, jednak przedtem udałem się na przystanek autobusowy upewnić się o czas busu do Caernarfon. Sprawdzając rozkład także innych busów usłyszałem nagle język polski. Spojrzałem za siebie. Stały dwie (ładne) dziewczyny, które próbowały przeze mnie dojrzeć coś na rozkładzie. Nie będąc jednak stu procentowo pewny mojej diagnozy nadstawiłem tylko uszy. Tak. Język polski. W dodatku dziewczyny miały jakiś problem. „A czego szukacie?” zapytałem od razu. „O!” krzyknęła jedna z nich wyraźnie zdziwiona, że ktoś do niej przemówił w ojczystym języku. „Ty z Polski jesteś” wywaliła tylko zdanie, które było mi trudno określić, czy jest to pytanie czy może stwierdzenie. „Tak, z Polski. Macie jakiś problem?” – „Tak, szukamy autobusu i nie wiemy gdzie i jak one jeżdżą. Po za tym nie wiemy gdzie tu można bilet kupić...” – „Busy jeżdżą według rozkładu Niedziela i Święta, bo dzisiaj jest Wielki Piątek. Bilety natomiast możecie kupić u kierowcy.” – „A ile kosztują?” – „To zależy gdzie jedziesz, ale ja polecam Wam zakup całodziennego za 5 funtów. Ja taki właśnie kupiłem. Możecie na niego jeździć po całej północnej Walii plus Snowdonia i Llyn Peninsula. A gdzie jedziecie?” – „Tutaj” pokazała jedna z nich palcem na miasto Betwys-y-Coed. „A Ty?” – „Ja teraz jadę do Caernarfon. Tam jest kolejny fajny zamek.” – „O! To Ty po zamkach jeździsz. My przyjechałyśmy na małe wspinaczki po górach.” Tak jeszcze porozmawialiśmy trochę o tym z skąd się tutaj znaleźliśmy dochodząc do portu, gdzie pożegnaliśmy się życząc sobie owocnego zwiedzania. Odwiedziłem jeszcze parę sklepów, gdzie nie znalazłem żadnych noży, ani innych sensownych dla mnie pamiątek i ruszyłem na przystanek. Po kilku minutach czekania byłem już w drodze do Caernarfon. Znajdujący się tam zamek jest największą fortecą zbudowaną przez Edwarda I. Powstał w latach 1283-1301. Wieże zamku zostały zaprojektowane według murów Konstantynopolu z V wieku. W roku 1401 28 mężczyzn odparło atak armii Owaina Glyndwra. W czasie XVII wiecznej Wojny Domowej zamek był oblegany trzy razy bez sukcesu. Po dokładnym zwiedzeniu całego zamku, który od wewnątrz prezentuje się o niebo lepiej niż z zewnątrz postanowiłem wracać do Conwy z ambitnym planem znalezienia noclegu. W drodze naszła mnie pewna myśl. Nigdy w życiu nie mogłem mieć żadnych naszyjników, amuletów, a nic takiego na szyi, bo momentalnie przytrafiały się mi jakieś kłopoty (nie mówiąc już o tym, że te wszystkie naszyjniki zmieniały w niewytłumaczalny sposób kolor i to nawet po kilka razy tygodniowo). Gdy wyjeżdżałem z Kolkaty do Polski zawiesiłem sobie na szyi kupiony w Darjeeling krzyż tybetański, aby wyglądać bardziej indyjsko. Mimo mocnego wiązania sznurek na którym był krzyż ciągle się rozwiązywał, a ja go ciągle zawiązywałem. Zdarzało się to nawet po pięć razy dziennie. Odkąd wjechałem do Leeds nie mogę sznurka odwiązać :) Niestety krzyż mi odpadł i nie mogę sobie sam poradzić w ponownym zamocowaniu go na sznurku, który ciągle mam na szyi. Pomyślałem więc sobie: „Mam Cię ciągle przecież w kieszeni. Musisz mi pomóc! Jak mi pomożesz to Cię znowu zawiążę.” Zajechałem do Conwy. Sprawdziłem jeszcze raz w „Lonely Planet” tanie noclegi. Zacząłem się jednak lekko motać z mapą. Nie byłem pewien czy mam iść w prawo, czy w lewo aby dojść do Berry Street. Zauważyłem po drugiej stronie ulicy panią taxówkarz w taxi, więc idę zasięgnąć porady. Pani się uśmiechnęła i proponuje mi podwiezienie. Ja mówię, że dziękuję bardzo ale bez względu na to w którą to jest stronę to i tak jest to blisko, a ja nie chcę tracić pieniędzy niepotrzebnie. „Nic się nie martw. Ja i tak teraz jadę w tym kierunku, bo właśnie dostałam wezwanie, więc Cię podrzucę” – „Naprawdę? Za darmo?” zapytałem z niedowierzaniem – „Tak. Wskakuj!”. Wsiadłem więc szybko i tyle co zdążyłem pani opowiedzieć w dużym skrócie moją polsko-indyjską historię życia już byłem naprzeciwko „Domku Łabędzia”, pierwszego miejsca, które miałem w planie sprawdzania. „O... niestety nie mają miejsc...” powiedziała zawiedziona pani taxówkarz patrząc na wywieszkę w szybie. „Ale i tak możesz zapukać i się spytać. Może znają jakieś inne wolne hotele.” – „OK. Tak zrobię. Dziękuję i do widzenia” – „Powodzenia!”. Tak więc za namową miłej pani z taxówki zadzwoniłem. Zadzwoniłem raz. Nic. Zadzwoniłem drugi raz. Nic. Myślę sobie „.... no trudno... idziemy dalej...”. Odwróciłem się. Zrobiłem trzy kroki i drzwi się otwarły. „Tak słucham?” – „Dzień dobry. Wiem, że nie ma pani wolnych miejsc, ale może jest pani w stanie polecić mi jakieś inne w miarę tanie hotele w których możecie coś być.” – „Na jedną noc?” – „Tak...” przytaknąłem przypominając sobie te wszystkie wczorajsze rozmowy w Rhyl – „Ja mam miejsce dla jednej osoby na jedną noc.” – „Naprawdę???” – „Tak. Cały hotel jest zarezerwowany od jutra, ale dzisiaj mam ten jeden wolny pokój, bo goście przyjeżdżają dopiero jutro.” – „To super! A za ile?” – „Za 20 funtów.” – „OK. Biorę!”. Pani zaprowadziła mnie do wolnego 3-osobowego pokoju z dwoma podwójnym łóżkami i jednym pojedynczym. Pierwsze co zrobiłem to się rozebrałem i zmyłem z siebie cały ten brud i syf z koszmarnego dnia poprzedniego. Ohhh.... co to było za wspaniałe uczucie myć się w gorącej wodzie. W tej krótkiej chwili byłem chyba najszczęśliwszym człowiekiem w całym Conwy. Przypomniała mi się wtedy moja kąpiel po zdjęciu bandażu po złamaniu lewej ręki. Wtedy od pasa do szyi nie myłem się przez półtora miesiąca mając zagipsowaną rękę zabandażowaną do ciała. Po dłuuugim prysznicu zjadłem kolację kończąc zapasy z Leeds i wyszedłem porobić trochę fotek miasta nocą. Po około pół godziny wracając zahaczyłem na chwilę o jakiś bar w którym był w telewizji mecz Manchesteru United. Bar typowo angielski. Wszędzie wielki tłok i litry piwa. Z chęcią posiedziałbym w takim barze w jakimś miłym towarzystwie sącząc browara, jednak jako single traci to jakikolwiek sens, tym bardziej że nie ma miejsc siedzących. Tym razem przypomniał mi się „Joe’s pub” z Darjeeling. Mój pierwszy typowo angielski bar w życiu w którym, o ironio, akurat byłem w Indiach ;) Wtedy siedziałem tam z Dorotą słuchając przy kubku gorącej herbaty niesamowicie nastrojowej muzyki tybetańskiej... W tym refleksyjnym stanie wróciłem do hotelu i po kolejnym prysznicu poszedłem szczęśliwy z faktu posiadania ciepłego i wygodnego łóżka spać :)


CIEKAWY TEKST? PODZIEL SIE NIM Z INNYMI!



Komentarze:

Brak komentarzy

!!! Oba pola są wymagane. Jeśli nic nie wpiszesz, twój komentarz nie będzie dodany. !!!

Zabezpieczenie przed wirusami. Zaznacz jeśli chcesz dodać komentarz.

Twój Nick:

Twój Komentarz:




Masz konto na Facebooku?
Kliknij LUBIE TO!




WYSZUKAJ:



NAJNOWSZE KOMENTARZE:

Adam:Czesc Konradzie, Od dluzszego czasu nic nie piszesz, cz... CZYTAJ DALEJ

Sylwia:Co słychać w UK, tyle pracy że na blogu cisza? :-)... CZYTAJ DALEJ

king kong:tak zle nie jest chyba niewyraznie napisalem 90 f za ryz na... CZYTAJ DALEJ

konzi:Też tak pomyślałem. To chyba jecie tylko mrożonki.... CZYTAJ DALEJ

Adam:W Szkocji nie zauwazylem licznikow na wode - oplata wliczana... CZYTAJ DALEJ

king kong:londyn pokoj z oplatami 450 - zaznaczam mega tanio mam jed... CZYTAJ DALEJ

konzi:Ja balota zjadłem 3-4 razy. Nic specjalnego. Smakowało jak z... CZYTAJ DALEJ

Adam:Raz polknalem balota, gdy popijalismy wiskacza, ale mialem j... CZYTAJ DALEJ

Adam :Konrad, ja czytam twojego bloga od samego poczatku. Nie b... CZYTAJ DALEJ

konzi:Widzę, że teoretycznie dopuszczasz naszą kolejną przeprowadz... CZYTAJ DALEJ


KATEGORIE:

| Polska || Indie || Podsumowanie roku || Wielka Brytania || Tajlandia || Bangladesz || Dania || Szwecja || Norwegia || Holandia || Hinduizm || Laos || Wietnam || Kambodża || Motorem po Tajlandii || Filipiny || Jedzenie na Filipinach || Owoce świata || Blogi Podróżnicze || Bieganie || Slub || Całka || Rocznica || Sława || Filipińskie Dziwadła || Historia Filipin || Niemcy || Francja || Belgia || Słowacja || Węgry || Austria |


ARCHIWUM:

 
 
 2017
    
    
    Grudzien
    
    
    Listopad
    
    
    Pazdziernik
    
    
    Wrzesien
    
    
    Sierpien
    
    
    Lipiec
    
    
    Czerwiec
    
    
    Maj
    
    
    Kwiecien
    
    
    Marzec
    
    
    Luty
    
    
    Styczen


 2016
 2015
 2014
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2013
 2012
 2011
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2010
 2009
 2008
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2007
 2006
 2005
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    
    Kwiecien
    Kwiecien
    
    Marzec
    Marzec
    
    Luty
    Luty
    
    Styczen
    Styczen