O mnie     Blog     Galeria     Media     Prasa     Kontakt     Linki

2006-04-04: Szczęśliwa pogoda

W sobotę rano wybrałem się na swoją pierwszą wycieczkę od czasu przybycia do Wielkiej Brytanii. Już prawie na tydzień przed miałem cały ułożony plan wycieczki. Miejscem do którego chciałem się wybrać było miasto Whitby w stanie Yorkshire, leżące na brzegiem morza Północnego. Autobus odjeżdżał spod Teatru Grand o godzinie 7:15. Niestety nie było ode mnie na tyle wczesnych busów, aby dojechać na czas do Centrum Miasta, dlatego postanowiłem dojść tam na piechotę. Już tydzień wcześniej miałem sprawdzoną trasę. Godzina drogi szybkim krokiem. Wstałem więc o 5:00, zjadłem śniadanie, odbyłem poranną toaletę, zabrałem prowiant, pieniądze, „Lonely Planet”, mapę Leeds na wszelki wypadek (zawsze ją noszę ze sobą) i oczywiście rzecz najważniejszą, czyli nowy aparat :) Kilka minut przed szóstą byłem już w drodze do Centrum. Niestety, aż wstyd się przyznać, w pewnym momencie pomyliłem drogę... Odkręcenie tego wszystkiego zajęło mi trochę czasu i w rezultacie, gdy już byłem w Centrum musiałem biec szybko na przystanek aby zdążyć na tą nieszczęsną 7:15. Coraz bardziej tracąc nadzieję i mając coraz większy problem w postaci konieczności odwiedzenia toalety w celach, że tak nazwę je, ciężkich jednak zdążyłem. Na przystanku byłem punkt 7:15. Niestety okazało się, że kierowca był widocznie zbyt zapobiegliwy i przyjechał wcześniej niż powinien. „Co tu robić teraz?” myślę sobie. Deszcz leje coraz bardziej, bus uciekł, następny dopiero za dwie godziny, a ja w dodatku muszę się w trybie natychmiastowym ewakuować w miejsce, gdzie nawet Królowa Brytyjska jakikolwiek transport brać jest niezwyczajna. Postanowiłem więc najpierw zrzucić ciężar, mając nadzieję, że to w jakiś sposób da mi nowe pomysły, bo jak wiadomo przecież powszechnie najlepsze idee rodzą się właśnie na tronie ;) Wczesna godzina dosyć utrudniała znalezienie czynnej restauracji, jednak po chyba 10-15 minutach udało się. Po odbyciu tej jakby nie było najważniejszej czynności życiowej, zasiadłem przy stoliku dumając nad „Lonely Planet” w poszukiwaniu jakiegoś innego miejsca w które mógłbym się udać. I wymyśliłem! Scarborough – miasto położone zaledwie godzinę drogi od Whitby i także nad brzegiem morza Północnego. Tam też znajdują się ruiny zamku, jest zatoka, jakiś zabytkowy kościół i co najważniejsze busy kursują przez cała sobotę co 45 minut. Tak więc mimo wciąż padającego deszczu zabrałem się na odpowiedni przystanek autobusowy, ciągle zastanawiając się, czy przy takiej pogodzie jest rzeczywiście jakikolwiek sens jechać gdziekolwiek... Bus w końcu podjechał, ja wsiadłem, kupując bilet w dwie strony taniej niż jest to podane w „Lonely Planet”, i wycieczka się wreszcie zaczęła. Przez całą drogę lało niemiłosiernie, jednak gdy tylko wjechaliśmy we wioski położone dookoła Scarborough ktoś nagle deszcz wyłączył, słońce włączył, a chmury porozrzucał malowniczo po niebie. Widząc tą upragnioną, aczkolwiek nieoczekiwaną, zmianę pogody naszła mnie tylko jedna, popularna w Wielkiej Brytanii myśl: „Boże błogosław Królową” :)
Dopiero teraz mogłem zobaczyć piękno angielskich wiosek. Jechaliśmy drogą przez pola, farmy, lasy, wzgórza. Gdzieniegdzie pasły się owce, świnie taplały się w błocie, konie podgryzały spokojnie zieloną trawę, a gęsi maszerowały dumnie gęsiego. Słowem, wystarczyło tylko dodać jeszcze złego pana Johnsona i parę innych zwierzątek i byliby wszyscy bohaterowie książki „Folwark zwierzęcy” George’a Orwella :)
Nie mogę nie wspomnieć o pewnym drogowskazie, który widziałem, a który prowadził do wioski o nieoczekiwanie kojarzącej się nazwie „Knapton”. Ciekawe, czy jakieś angielskie Knapiki tam mieszkają? ;)
W końcu dojechałem na miejsce. Dojście ze stacji pociągów, na przeciw której bus się zatrzymał, do zamku okazało się bardzo łatwe dzięki występującymi ze stałą częstotliwością drogowskazami. Zanim jednak dotarłem do zamku przeszedłem obok zabytkowego kościoła świętej Marii. Kościół ten został zbudowany w 1180 roku, a następnie odbudowany w XV i XVII wieku. Zrobiłem kilka fotek i udałem się w dalszą drogę do zamku, który jest usytuowany na szczycie góry zaledwie 2-3 minuty drogi od zabytkowego kościoła. Zamek Scarborough, bo tak on się właśnie nazywa, powstał aż 2500 lat temu, jednak większość fortyfikacji została zbudowana w wieku XII. Legenda głosi, że król Ryszard III tak pokochał to miejsce, że do tej pory jego duch krąży wciąż między zabudowaniami. Zamek położony jest malowniczo pomiędzy dwoma zatokami – północną i południową – na wysuniętej w morze górze. Stojąc tuż nad brzegiem morza północnego wystarczy obrócić się w prawo lub w lewo, aby zobaczyć dwie części miasta – starą, leżącą po stronie południowej, oraz nową po północnej stronie zamku.
Wspomnieć muszę o odkryciu jakiego dokonałem całkiem przypadkiem. Gdy płaciłem za bilet pani kasjerka poinstruowała mnie, jako że nowy jestem w tym kraju i pojęcia za dużego nie mam, o cenach biletów, po czym zapytała czy jestem studentem, bo jeśli tak to wszystkie wejściówki na terenie całego kraju są dla mnie tańsze. Wykazując się sprytem i reflexem odpowiedziałem, że oczywiście, że jestem studentem i pokazałem moją wciąż ważną kartę ubezpieczeniową na której dużymi literami napisane jest „Student”, a poniżej Technical University i oczywiście adres, data urodzenia i data ważności karty. Tym właśnie sposobem zamiast płacić 3.50 funta zapłaciłem 2.60 :)
Po zwiedzeniu zamku i kościoła, które bez wątpienia są największą atrakcją miasta udałem się busem do... Whitby, miasta które pierwotnie miało być celem mojej podróży. Gdy tylko wsiadłem do busu znów zaczęło lać. Gdy dojeżdżałem już do miasta ponownie deszcz się skończył, a za chmur wyjrzało radośnie słońce :)
Przystanek autobusowy jest usytuowany praktycznie nad samym portem, więc nie zajęło mi dużo czasu dojście do właściwej części miasta. Przyglądając się dziesiątkom statków spotkałem robiące sobie zdjęcia starsze małżeństwo z Polski. Korzystając z okazji poprosiłem ich o cyknięcie mi fotki na tle jednego ze statków. Niestety właśnie w tym momencie skończyły mi się akumulatorki w aparacie. Włożyłem więc szybko drugą, nową parę Energizer i... wielkie zdziwienie – rozładowane :/ Na szczęście miałem też zwykłe baterie Panasonic, które były w zestawie z aparatem i one właśnie uratowały mnie, ponieważ bez problemu starczyły do samego końca wycieczki. Wracając jednak do Polaków :) Gdy tylko pan wziął w rękę mój aparat momentalnie się spytał: „O! To Ty pozwiedzać do Anglii przyjechałeś?” – „Nie, ja tu pracuję” – rodak jeszcze raz spojrzał na aparat, na mnie i coś mu się zaczęło nie zgadzać. Jak koleś ubrany w stare bojówki i polar, może mieć taki aparat i zwiedzać sobie radośnie wybrzeże, gdy pracuje tu pewnie na czarno na jakieś budowie. „Pracujesz?” zapytał jeszcze raz z niedowierzaniem ciągle oglądając mój aparat. „Tak, firma mnie wysłała do Leeds na dwa miesiące na projekt”. „Aha. To w Polsce pracujesz...” – „Nie, w Kolkacie” – „Gdzie???” – „W Kolkacie, w Indiach. Ja tam mieszkam i pracuję i firma właśnie z stamtąd wysyłała mnie tutaj”. Pan jeszcze raz wszystko poważnie obcenił wzrokiem, cyknął zdjęcie, które jak się później okazało nie wyszło, i się pożegnaliśmy.
Uśmiechając się sam do siebie z zaistniałej sytuacji i zdziwienia rodaka ruszyłem na zwiedzanie. Idąc małymi uliczkami pomiędzy małymi domkami dotarłem do podnóża góry na szycie której znajduje się zabytkowy kościół świętej Marii (ponownie) i ruiny zamku opactwa Whitby. Aby wejść na szczyt góry należy wspiąć się po schodach składających się ze 199 stopni. Niestety nie udało mi się uzyskać żadnych historycznych informacji o kościele, jednak na pewno jest on stary i zabytkowy, bo bynajmniej na taki wygląda ;) Dookoła niego znajdują się setki nagrobków tworząc razem z malowniczą panoramą miasta widok którego pozazdrościłby tym wszystkim spoczywającym tam zmarłym nie jeden żywy ;) Po prawej stronie kościoła rozpościera się widok na zatokę z dwoma usytuowanymi na przeciwko siebie latarniami morskimi do których prowadzą osobne mola zatłoczone ciekawskimi turystami. Po lewej natomiast widok na miasto przecięte w połowie rzeką z porozrzucanymi dziesiątkami kolorowych łodzi i statków. Po cyknięciu kilku fotek wszystkiego dookoła zrobiłem coś czego jeszcze nie robiłem w nigdy w życiu. Mianowicie, zjadłem obiad na cmentarzu :) Rozsiadłem się, jak zresztą wszyscy, na jednej z ławeczek i skonsumowałem zakupionego dzień wcześniej schabowego z Turcji z bułką. Przyznać trzeba, że nie widzę różnicy pomiędzy polskim a tureckim schabowym. No, ale w końcu Polak, Turek dwa bratanki, czy może powinienem powiedzieć Bratki ;) Mam na myśli oczywiście siebie i Beyhana.
Tak więc po posileniu się smacznym i mimo wszystko swojskim jedzeniem ruszyłem na zwiedzanie ruin zamku. Opactwo Whitby, bo taka jest właśnie nazwa zamku, uznawane jest za miejsce święte i datowane pomiędzy XI a XIV wiekiem. Otoczone jest dookoła murem, przez co nie mogłem się za Chiny połapać gdzie jest do niego wejście. Zacząłem więc iść za tłumem po wcześniejszym upewnieniu się, że jest to odpowiednia droga. Wciąż szedłem wzdłuż muru odgradzającego wejście do zamku. W pewnym momencie spostrzegłem, że nie ma już nikogo za mną, przede mną, ani w ogóle nikogo i, niesiony doświadczeniami z Indii, przeskoczyłem mur i znalazłem się w środku :)
Podobno ruiny opactwa Whitby to jedno z ciekawszych miejsc w Anglii. Myślę, że można się z tym zgodzić. Zamek, a raczej to co po nim zostało, małe jeziorko nad którym dumnie stoi, ogromna zielona polana i panorama miasta tworzą naprawdę malowniczy krajobraz. Zwłaszcza na tle nieba z kłębiącymi się chmurami. Mimo wszystko zaryzykowałbym stwierdzenie, że sam zamek Whitby nie umywa się do tego z Olsztyna pod Częstochową, a bynajmniej jest od niego o wiele uboższy. Po opstrykaniu wszystkiego z każdej możliwej strony zszedłem na dół krocząc niezmordowanie w kierunku jednego z dwóch mól, aby przyjrzeć się z bliska latarni morskiej i zrobić kolejnych kilka fotek. Po zwiedzeniu wszystkiego i obejściu paru sklepów z pamiątkami, wśród których niestety nie znalazłem żadnych noży udałem się w drogę powrotną – bus z Whitby do Scarborough. W czasie jazdy ponownie podziwiałem niesamowity urok zatoki Robin Hooda, na co pozwoliła mi pogoda wyłączając na chwilę deszcz. Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia. Brudne szyby busu oraz pojawiająca się i znikająca ponownie zatoka skutecznie uniemożliwiła mi pstryknięcie chociaż jednej fotki. Mimo wszystko mogę się pochwalić, że w jakiś minimalny sposób zetknąłem się z legendą Robin Hooda :)
Po dotarciu na miejsce i 10 minutach oczekiwania jechałem już do Leeds. W mieszkaniu byłem około godziny 22:00 zmęczony, śpiący i zadowolony z udanej wycieczki. A! Jeszcze jedno. Za każdym razem, gdy tylko wsiadłem do busu zaczynał padać deszcz, a gdy wysiadałem przestawał :)


CIEKAWY TEKST? PODZIEL SIE NIM Z INNYMI!



Komentarze:

Brak komentarzy

!!! Oba pola są wymagane. Jeśli nic nie wpiszesz, twój komentarz nie będzie dodany. !!!

Zabezpieczenie przed wirusami. Zaznacz jeśli chcesz dodać komentarz.

Twój Nick:

Twój Komentarz:




Masz konto na Facebooku?
Kliknij LUBIE TO!




WYSZUKAJ:



NAJNOWSZE KOMENTARZE:

king kong:tak zle nie jest chyba niewyraznie napisalem 90 f za ryz na... CZYTAJ DALEJ

konzi:Też tak pomyślałem. To chyba jecie tylko mrożonki.... CZYTAJ DALEJ

Adam:W Szkocji nie zauwazylem licznikow na wode - oplata wliczana... CZYTAJ DALEJ

king kong:londyn pokoj z oplatami 450 - zaznaczam mega tanio mam jed... CZYTAJ DALEJ

konzi:Ja balota zjadłem 3-4 razy. Nic specjalnego. Smakowało jak z... CZYTAJ DALEJ

Adam:Raz polknalem balota, gdy popijalismy wiskacza, ale mialem j... CZYTAJ DALEJ

Adam :Konrad, ja czytam twojego bloga od samego poczatku. Nie b... CZYTAJ DALEJ

konzi:Widzę, że teoretycznie dopuszczasz naszą kolejną przeprowadz... CZYTAJ DALEJ

Adam :Wylecialo mi z glowy, poniewaz jak to moja zona zwykle robi,... CZYTAJ DALEJ

konzi:Byłem! Szkoda, że nie dałeś znać wcześniej, że będziesz, to ... CZYTAJ DALEJ


KATEGORIE:

| Polska || Indie || Podsumowanie roku || Wielka Brytania || Tajlandia || Bangladesz || Dania || Szwecja || Norwegia || Holandia || Hinduizm || Laos || Wietnam || Kambodża || Motorem po Tajlandii || Filipiny || Jedzenie na Filipinach || Owoce świata || Blogi Podróżnicze || Bieganie || Slub || Całka || Rocznica || Sława || Filipińskie Dziwadła || Historia Filipin || Niemcy || Francja || Belgia || Słowacja || Węgry || Austria |


ARCHIWUM:

 
 
 2017
    
    
    Grudzien
    
    
    Listopad
    
    
    Pazdziernik
    
    
    Wrzesien
    
    
    Sierpien
    
    
    Lipiec
    
    
    Czerwiec
    
    
    Maj
    
    
    Kwiecien
    
    
    Marzec
    
    
    Luty
    
    
    Styczen


 2016
 2015
 2014
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2013
 2012
 2011
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2010
 2009
 2008
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2007
 2006
 2005
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    
    Kwiecien
    Kwiecien
    
    Marzec
    Marzec
    
    Luty
    Luty
    
    Styczen
    Styczen