O mnie     Blog     Galeria     Media     Prasa     Kontakt     Linki

2017-04-26: Trzy kraje. Dzień 4. Zamki Trenczyn i Devin.

We wtorek 25 kwietnia znów wstalimy wcześniej pomimo ciągłego niewyspania odkąd rozpoczęliśmy naszą dziewięciodniową podróż. Z jednej strony jest to męczące i chciałoby się odpoczywać w czasie urlopu. Z drugiej natomiast nie po to podróżuje się do innych krajów, żeby leżeć i niewiele zwiedzać. Dzisiaj mieliśmy plan dość napięty, bo zdecydowaliśmy się odwiedzić dwa miejsca: oddalony o 130 km od Bratysławy Trenčín, oraz położony znacznie bliżej stolicy Devín.

Bilety w obie strony do Trenczyna i z powrtem kupiliśmy na stacji hlavná stanica za około 12 euro za osobę. Głównym powodem wycieczki do tego miejsca był jeden z najbardziej imponujących zamków w całej Słowacji – Trenčín hrad. Jego budowa rozpoczęła się w XI wieku, chociaż inskrypcje z czasów rzymskich datuje się na 179 rok. W ciągu wieków zaliczył mały polski akcent. Kilka dni spędził w nim Kazimierz III Wielki, który przyjechał na narady. Zamek doszczętnie spłonął w 1790 roku. Większość tego, co stoi obecnie jest rekonstrukcją.



Gdy weszliśmy na szczyt dowiedzieliśmy się, że niestety, ale jest dostępny tylko i wyłącznie przewodnik mówiący w języku słowackim. Wejście bez przewodnika jest możliwe, ale nie na całej jego przestrzeni i na pewno nie do żadnych komnat. Różnica pomiędzy posiadaniem, a nie posiadaniem przewodnika to zaledwie 2 euro (5 € przeciw 3 €). Postanowiliśmy więc dorzucić dwie monety i zaryzykować. Jak się okazało rozmowa w sklepie po słowacku i słuchanie historii zamku to zupełnie dwie inne pary kaloszów. Ja rozumiałem nie wiele, a Charlene nic. O tyle dobrze, że była z nami jeszcze jedna osoba, Słowaczka, więc przewodnik miał przynajmniej do kogo mówić, bo w przeciwnym wypadku opowiadałby o wszystkim samemu sobie.





Zamek nie okazał się tak imponujący jak przedstawiała go Lonely Planet. Tak naprawdę to się lekko wynudziliśmy. Całe oprowadzenie miało trwać 70 minut, a trwało prawie dwa razy dłużej. Najciekawiej zrobiło się na szczycie zamku z którego baszty rozciągała się bardzo ładna panorama miasta.





Ostatecznie zupełnie zabrakło nam czasu na odkrycie miasta i zaraz po zamku musieliśmy wracać na stację kolejową. Dobrze chociaż, że mieliśmy około 10 minut na kupienie czegoś do jedzenia. W pierwszej budce ja zamówiłem słowackiego gyrosa, którego w wersji węgierskiej spróbowałem dzień wcześniej w Budapeszcie, a w drugiej Charlene kupiła jakieś takie coś podobne do ziemniaka. Było dobre. Sklepikarz słowa po angielsku nie znał, ale dogadaliśmy się jakoś po polsku i słowacku, chociaż łatwo wbrew pozorom nie było, a uciekający czas nie pomagał w porozumieniu się. Dobrze, że pociąg opóźnił się o pięć minut.



W końcu Charlene skończyła obiad i mogliśmy szybkim krokiem przejść na peron drugi. Dosłownie za moment podjechał pociąg. Perony na Słowacji, a przynajmniej w Bratysławie i Trenczynie mają ten sam numer po lewej i po prawej stronie. Gdy więc podjeżdża pociąg trzeba być pewnym trzeba znać stronę peronu. Jako, że nasz pociąg przyjechał dokładnie pięć minut opóźniony byliśmy pewni, że ten, bo pociąg z drugiej strony według rozkładu już odjechał. Weszliśmy więc zrelaksowani do środka akurat trafiając do przedziału restauracyjnego.
  • Ale tu ładnie. - powiedziała Charlene.

  • Szkoda, że właśnie zjedliśmy obiad, bo fajnie byłoby tutaj usiąść i coś zjeść patrząc na uciekające widoki za oknem.

  • Tak. Choć, znajdziemy jakieś miejsce.

  • Najlepiej przy stole.

Przeszliśmy wagon restauracyjny, później jeszcze jeden, aż w końcu znaleźliśmy cały wolny przedział.
  • Jesteś pewien, że to dobry pociąg? - zapytała Charlene.

  • Przyjechał na peron 2., dokładnie opóźniony o 5 minut, więc musi być ten.

  • Ale może lepiej kogoś spytać?

  • Ale po co skoro to musi być ten pociąg. - podsumowałem wygodnie rozsiadając się.

  • Ja wolałabym jednak kogoś zapytać. - żóna nie dawała mi spokoju.

  • Dobra. Widziałem jakiegoś faceta w poprzednim przedziale. Pójdę i spytam.

  • Przepraszam, czy to pociąg do Bratystławy. - zapytałem.

  • Tak. - już miałem wrócić na swoje miejsce, gdy pan nagle zmienił zdanie - To znaczy... nie. Nie! To pociąg do Koszyc!
W tym momencie wbiegłem do naszego przedziału.
  • Sweetie!! To pociąg do Koszyc!

  • Gdzie?

  • Wysiadamy! Szybko!

Dopadliśmy do pierwszych drzwi, ale nijak nie dało się ich otworzyć. Ruszałem wajchą we wszystkie strony, ale drzwi stały jak zaklęte. Przebiegliśmy przez następny wagon. Wpadliśmy do restauracyjnego. Wszyscy w momencie wbili w nas swoje oczy. Zaczęliśmy przeciskać się poprzez te kelnerki, stoły, talerze i szklanki starając się niczego nie zepsuć, chociaż w biegu byliśmy jak ten przysłowiowy słoń w składzie z porcelaną. Na szczęście bez zniszczeń dobiliśmy do drzwi, a tutaj ta sama sytuacja. Ruszam, ruszam i nic. Nagle moim oczom ukazał się zielony przycisk. W panice nacisnąłem na niego i... włala! Drzwi rozstąpiły się. Wypadliśmy na peron na którym zupełnie jakby przypadkiem stało dwóch konduktorów różnopłciowych. Spytałem pana, bo był z brzegu.
  • Bratysława?

  • Ano. - odpowiedział.

  • Nie! - wtrąciła się pani konduktorka – Košice! Bratislava tu. - dodała już spokojniej pokazując na tablicę świetlną po drugiej stronie peronu.

Odetchnęliśmy z ulgą siadając na ławce. Charlene zaczęła mnie krytykować za emocje jakie nam obojgu zafundowałem. Mnie natomiast ogarnął śmiech, bo przecież pomimo nerwów cała ta sytuacja wydała mi się przekomiczna. „At least we will have something to remember" skwitowałem ciągle się śmiejąc.

Po kilku minutach podjechał pociąg do Bratysławy. Dla upewnienia się zapytałem innej pani konduktorki „Bratysława?". „Ano.". Można było więc spokojnie wejść do pociągu. Większość miejsc była zajęta. Znaleźliśmy dwa przy stole po przeciwnej stronie. Tuż po tym, jak usiedliśmy spojrzałem na otwartą książkę pana siedzącego obok Charlene. "Tingan mo ang libro niya" ("Spójrz na jego książkę") zagadnąłem ją po tagalsku, aby nikt inny nie był mnie w stanie zrozumieć. Na stole leżały rozmówki angielsko-słowackie. Nie mogąc się powstrzymać zagadnąłem pana i zaczęliśmy rozmawiać. Oczywiście, zgodnie z moimi oczekiwaniami, musiałem znacznie zwolnić ilość wypowiadanych słów. Czasem musiałem powtórzyć zdanie lub skrócić je, aby było bardziej zrozumiałe. Czułem się trochę jakbym znów był nauczycielem w tajskiej szkole. Mój rozmówca z minuty na minutę rozkręcał się, aż w końcu dowiedziałem się o nim całkiem sporo.

Po dotarciu na miejsce musieliśmy złapać autobus do Devin, co nie okazało się łatwym zadaniem, bo najpierw trzeba było zlokalizować przystanek, następnie upewnić się, że Internet nie kłamie w kwestii numeru autobusu, a później rozpracować sposób i miejsce kupowania biletów. Z pierwszym poradziliśmy sobie sami. Z resztą pomogła nam zagadnięta dziewczyna, która najpierw wytłumaczyła, że do Devin ze stacji nie dojedziemy, ale możemy złapać inny i stamtąd się przesiąść, ale ona nie wiem na jaki kolejny bus. Poradziła nam więc kupić bilet godzinny, bo w godzinę do Devin na pewno się wyrobimy.



Po kilku minutach podjechał polecony nam autobus. Skasowaliśmy bilety i wysiedliśmy dokładnie na trzecim przystanku.

Charlene próbowała zagadnąć innych współczekających o pomoc, a ja wbiłem swój wzrok w mapę połączeń autobusowych w miarę szybko dedukując, że musimy złapać bus 92 (mogę się mylić) i wysiąść, gdy będziemy jechać wzdłuż Dunaja, aby przesiąść się na docelowy transport. Szarlinowskie poszukiwania pomocy spełzły na niczym, więc musieliśmy polegać na moim planie. Po kilku minutach bus 92. podjechał i patrząc na mapę google wspomaganą GPSem po kilku stopach zakomendowałem wysiadkę. Szczęście było po naszej stronie, bo okazało się, że bus docelowy przyjedzie za 4 minuty. Gdybyśmy się spóźnili o 5 minut, na kolejny transport trzeba by było czekać godzinę, co biorąc pod uwagę czas za zegarku (około 15) i czas w którym na zamek Devin wpuszczani są ostatni zwiedzający (16:30) zupełnie przekreśliłoby jakikolwiek sens dalszej jazdy.



Ten autobus był inny. Bardziej turystyczny niż miejski. Ciekawostką był przycisk stop, który znajdował się na suficie. Gdyby więc ktoś niski, np. większość Filipińczyków, chciała wysiąść musieliby podskakiwać.



Devínsky hrad przypadł nam znacznie bardziej do gustu niż zamek w Trenczynie. Położony na wzgórzu na Dunajem z panoramą na trzy kraje – Słowację, Austrię i Węgry. Prawie wszystko położone po drugiej stronie rzeki to Austria. Wyjątkiem jest jedno wzgórze w oddali należące do Węgier.



Jak na w sumie dość mały zamek spędziliśmy na nim dość sporo czasu wychodząc dopiero przed zamknięciem.



Ciekawostką jest średniowiecznego zamku, którego pierwsza wzmianka pochodzi z IX wieku, jest 55-metrowa studnia. Obok niej stoi wiadro z wodą i kubkiem. Nabierając wodę i spuszczając ją w głąb studni, słyszymy jej uderzenie dopiero po 7 sekundach.



W drodze powrotnej na przystanku nie było maszyny do biletów, a kierowca odmówił nas sprzedaży w autobusie, więc ponad kwadrans przejechaliśmy na czarno. Muszę przyznać, że miałem małego stracha po tym, jak doczytałem, że jazda za biletu grozi grzywną ponad 200 euro! Na szczęście konduktor się nie ujawnił.

Przed powrotem do hotelu zahaczyliśmy jeszcze raz po centrum Bratysławy odkrywając kilka miejsc o istnieniu których wcześniej nie wiedzieliśmy.





Całkiem przypadkiem udało nam się spotkać jeden z symboli stolicy. Posąg robotnika wychylającego się z kanałów.



Cyknęliśmy też fotki z dwoma innymi panami.





Na tym praktycznie skończyła się nasza słowacka część dziewięciodniowej wycieczki, bo następnego dnia przenosiliśmy się do Wiednia.


CIEKAWY TEKST? PODZIEL SIE NIM Z INNYMI!



Komentarze:

Brak komentarzy

!!! Oba pola są wymagane. Jeśli nic nie wpiszesz, twój komentarz nie będzie dodany. !!!

Zabezpieczenie przed wirusami. Zaznacz jeśli chcesz dodać komentarz.

Twój Nick:

Twój Komentarz:




Masz konto na Facebooku?
Kliknij LUBIE TO!




WYSZUKAJ:



NAJNOWSZE KOMENTARZE:

king kong:tak zle nie jest chyba niewyraznie napisalem 90 f za ryz na... CZYTAJ DALEJ

konzi:Też tak pomyślałem. To chyba jecie tylko mrożonki.... CZYTAJ DALEJ

Adam:W Szkocji nie zauwazylem licznikow na wode - oplata wliczana... CZYTAJ DALEJ

king kong:londyn pokoj z oplatami 450 - zaznaczam mega tanio mam jed... CZYTAJ DALEJ

konzi:Ja balota zjadłem 3-4 razy. Nic specjalnego. Smakowało jak z... CZYTAJ DALEJ

Adam:Raz polknalem balota, gdy popijalismy wiskacza, ale mialem j... CZYTAJ DALEJ

Adam :Konrad, ja czytam twojego bloga od samego poczatku. Nie b... CZYTAJ DALEJ

konzi:Widzę, że teoretycznie dopuszczasz naszą kolejną przeprowadz... CZYTAJ DALEJ

Adam :Wylecialo mi z glowy, poniewaz jak to moja zona zwykle robi,... CZYTAJ DALEJ

konzi:Byłem! Szkoda, że nie dałeś znać wcześniej, że będziesz, to ... CZYTAJ DALEJ


KATEGORIE:

| Polska || Indie || Podsumowanie roku || Wielka Brytania || Tajlandia || Bangladesz || Dania || Szwecja || Norwegia || Holandia || Hinduizm || Laos || Wietnam || Kambodża || Motorem po Tajlandii || Filipiny || Jedzenie na Filipinach || Owoce świata || Blogi Podróżnicze || Bieganie || Slub || Całka || Rocznica || Sława || Filipińskie Dziwadła || Historia Filipin || Niemcy || Francja || Belgia || Słowacja || Węgry || Austria |


ARCHIWUM:

 
 
 2017
    
    
    Grudzien
    
    
    Listopad
    
    
    Pazdziernik
    
    
    Wrzesien
    
    
    Sierpien
    
    
    Lipiec
    
    
    Czerwiec
    
    
    Maj
    
    
    Kwiecien
    
    
    Marzec
    
    
    Luty
    
    
    Styczen


 2016
 2015
 2014
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2013
 2012
 2011
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2010
 2009
 2008
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    Maj
    Kwiecien
    Kwiecien
    Kwiecien
    Marzec
    Marzec
    Marzec
    Luty
    Luty
    Luty
    Styczen
    Styczen
    Styczen


 2007
 2006
 2005
    Grudzien
    Grudzien
    Grudzien
    Listopad
    Listopad
    Listopad
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Pazdziernik
    Wrzesien
    Wrzesien
    Wrzesien
    Sierpien
    Sierpien
    Sierpien
    Lipiec
    Lipiec
    Lipiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Czerwiec
    Maj
    Maj
    
    Kwiecien
    Kwiecien
    
    Marzec
    Marzec
    
    Luty
    Luty
    
    Styczen
    Styczen